
Car i kanalarz
Macedońska opowieść ludowa
W pewnym carskim mieście czyścił sobie kanał pewien kanalarz, a od tego smrodu serce mu aż dygało i na rzygi brało, tak też sobie ulżył i rzekł:
– Trwaj, duszo, bo cię z tego łajna w najłajno wsadzę, żebyś potem nie żałowała.
Tak sobie rzekł i wrócił dalej czyścić kanał.
Gdy tak do siebie mówił, trafił się i car popatrzeć, i usłyszał, jak tamten powiedział „Trwaj, duszo, bo cię z łajna w najłajno wsadzę“. Zdziwił się na to słowo i wypytał się, jak się nazywa ów kanalarz oraz gdzie mieszka. Gdy sobie poszedł car do swojego saraju, wysłał ludzi, by go wezwali do niego, aby zapytać go o to słowo, które wyrzekł.
Gdy kanalarz doczyścił kanał, wziął grosiwo, poszedł sobie do bani, się pięknie i porządnie wymył, przybrał wspaniałe szaty, jakie mają bardzo bogaci ludzie, i poszedł do cara, gdzie tak go wprowadzili przed niego.
– Po coście go przyprowadzili tego człowieka, bre, ludzie? – pytał ich, ponieważ gdy widział go w kanale nie był ów tak odmieniony, jak gdy teraz na niego patrzył.
– Powiedziałem wam żebyście przyprowadzili kanalarza, a nie owego.
– Efendi, panie, ja jestem ten kanalarz.
– Bre, to ty, a? – mu rzekł car. – Ale czym było to jakieś słowo, któreś wypowiedział, gdyś czyścił kanał: „Trwaj duszo, bo cię od łajna w najłajno wsadzę?“ Gdzie jest od łajna do najłajna, wszystkie łajna, które są w kanale, to są łajna i nie ma najłajna od łajna, jak powiedziałeś.
– Prawda, czcigodny carze, nie ma od łajna najłajna i wszystkie to są łajna we wszystkich kanałach, jednakże według mnie jest jeden kanał, który ma dużo gorsze łajna, ten kanał to służenie.
– E, jak mi udowodnisz, że służenie jest gorsze od czyszczenia kanałów?
– Oto jak ci pokażę, czcigodny carze – mu rzekł. – Jeśli jeden dzień czyszczę kanał, czcigodny carze, i jestem w łajnie, to cały tydzień siedzę w kafanie, zmieniony i wystrojony i się raduję. Gdzie chcę tam idę, nikt mnie nie powstrzyma, a przeklęte służenie nie jest takie: i dzień i noc nie ma przerwy. Żeby jeden dzień dał ci majster, żebyś odetchnął, ale nie daje! Jeśli siądziesz zjeść obiad czy kolację, wówczas majster ci każe iść po wodę, chociaż jest woda, ale majster chce się napić świeżej wody; czy byś sobie jadł obiad, czy nie, w ogóle go to, majstra, nie obchodzi.
Czy się coś stłukło, zgubiło, kto jest winny – służący! Wszyscy krzyczą na pomocników. Jednym słowem, czcigodny carze, izmaḱarlak-maskarlak, służenie-osiołowanie, jak mawiali Turcy. I tak twierdzę, czcigodny carze: trwaj duszo, bo z łajna w najłajno cię wcisnę!
Jak tylko car usłyszał kanalarza i go widział przemienionego, jakby jakiegoś kupca, brawo mu powiedział, bo rzeczywiście tak było, służenie jest gorsze od łajna w kanale.
Tekst na podstawie macedońskiej ludowej opowieści zapisanej przez Marko Cepenkova, w wersji współczesnej. Przekład literacki z zachowaniem rytmu i prostoty oryginału.
Tłumaczenie: Adam Czerski
Słowo „car“ pozostawiłem w oryginalnym sensie ludowym, charakterystycznym dla macedońskich opowieści.
Oryginalnego słowa „polajno“ (które oznaczałoby gówno wyższego rzędu – w rozumieniu jakościowym, nie ilościowym) nie da się dobrze przetłumaczyć, ale „najłajno“ uznałem za najlepiej współgrający z całością treści kompromis.
„Izmaḱarlak-maskarlak“ to oryginalna gra słów w której pierwszy człon oznacza służenie, a drugi pochodzi od słowa „maska“, oznaczającego muła.