
Szybkie „urgenten“,
słońce „teoretyczne“
i inne obserwacje
Szybkie „urgenten“
Szpital państwowy. Powiedzmy to wprost – w dużej mierze zdewastowany. Toalety z których korzystałem, te które ostały się czynne – brudne, bez desek, bez ręczników, suszarek. Stoi jakaś byle jaka butelka z wyrobem mydłopodobnym. Żeby drzwi miały zamki, ba, klamki? – to wymagać zbyt dużo. Ależ one się w ogóle nie domykały nawet do ram. Dodajmy – te toalety były bez podziału według płci.
Donice na kwiaty przed wejściem – to po prostu gigantycznych rozmiarów popielniczki, z petami zamiast kwiatów. Biorąc pod uwagę ilości przepalanych w Macedonii papierosów, ten rozmiar akurat ma sens.
„System“ to numerki wypisane markerem na sklerotce. Ale… działa chyba nie gorzej niż w Polsce… Obsługa sprawna. Prosto – częściowo analogowo – skutecznie.
Serio – w jednym z ważniejszych polskich szpitali spędziłem w tym roku mnóstwo czasu, błąkając się między oddziałami z numerkiem w ręku. Nowy system informatyczny był niezrozumiały i dla obsługi, i dla lekarzy.
Tutaj, nawet jak coś nie działa, to jest do załatwienia „po ludzku“. Niesprawna możliwość eksportu zdjęcia RTG? Płyta CD dopiero za 3-4 dni? Idziesz pogadać z radiologiem (przy okazji o motocyklach), „cyk“ telefonem – fotografia ekranu aparatu RTG wysłana od razu na telefon lekarza. Lekarz dzwoni do gabinetu, ty się wracasz, a asystentka – już poinformowana, co i jak – wypisuje dalsze skierowanie.
Najlepszy był „urgenten centar“ (odpowiednik naszego SOR). Za pierwszym razem nie czekałem nawet trzech minut na przyjęcie. Wczoraj zgłosiłem się tam po 23, gdyż nowy bandaż, po wcześniejszej zmianie gipsu, zaczął mi się rozplątywać. Takie samo doświadczenie – brak kolejki – zostałem przyjęty natychmiast. Dziś ponownie się tam zgłosiłem, gdyż czułem zbyt duży ucisk. Czekałem 15 minut.
Dodam, że za te dodatkowe wizyty w ogóle nie chcieli pieniędzy, podobnie jak za samą wizytę kontrolną (płaciłem jedynie za RTG – niecałe 10 EUR).
Reasumując, może to państwo w pewnych aspektach bywa „teoretyczne“, ale wygląda na to, że człowiek już taki nie jest. To moje dotychczasowe doświadczenie.
Słońce „teoretyczne“
Za to słońce bywa tu „teoretyczne”. Kiedyś usłyszałem, że zimą w Skopju jest słońce, „no ne se gleda” (to znaczy, że nie możesz go zobaczyć). Tak, są też takie dni – niezwykle mgliste. Wówczas doświadczasz też wyjątkowo przeszywającego chłodu, mimo braku wiatru.
Poniżej, próbka wizualna – „ten sam“ widok z balkonu.
Realne 0 stopni, odczuwalne jakby 5 – wedle dostawcy pogody przy pełnym zachmurzeniu, bez ani krzty słońca:

A tutaj realne 5 stopni, odczuwane niczym 0 stopni, przy rzekomym „pełnym słońcu i bezchmurnym niebie“:

Faktycznie, zimne powietrze i mgła siedzą w kotlinie, bez możliwośći ucieczki, a na górze Vodno, górującej nad Skopje, w tym samym czasie może być słonecznie.
Ekonomia, która ekonomistom się nie śniła
Macedońska ekonomia, której nie zrozumiem.
Płace niskie, ceny europejskie, na ulicach nie brakuje dobrych aut, widzisz rzesze imprezującej młodzieży, kafany i „kafulinia“ (kawiarnie), których pełno na każdym kroku, też często pełne.
Ale jest i druga strona medalu. Nie brakuje również takich miejsc, w których spotyka się częściej pojedynczych ludzi, spędzających godzinę przy jednym espresso, a obsługa z reguły siedzi, rozmawiając lub z nosami w telefonach. Niejednokrotnie asortyment bywa też niewiele większy niż sama kawa. Zadaję sobie to pytanie – z czego się utrzymują?
W Polsce słyszałem od ludzi z tej branży, że z samej kawy nie można się utrzymać i potrzebna też naprawdę wysoka rotacja gości.
Tutaj ekonomia jednak naprawdę działa według innych reguł.
Macedońska „wanna z kolumnadą“
Tutaj w nawiązaniu do znanej książki Filipa Springera, całe Skopje jest taką właśnie wanną i kolumnadą w jednym.
Wracając się do mieszkania, codziennie mijam taki pomnik Todora Aleksandrova – jedną z wielu rozsianych po mieście spuścizn słynnego projektu architektonicznego „Skopje 2014“.
Z bliska jeszcze jakoś się prezentuje:

Po dodaniu kontekstu wygląda tak:

W skrócie, wizualnie współczesne Skopje jest mieszanką:
- Brutalizmu, wyrosłego z gruzów niemal całkowicie zniszczonego miasta wskutek trzęsienia ziemi z 1963 roku – gdy miasto stało się poligonem do realizacji wizji światowych architektów;
- Eklektycznego monumentalizmu – w tym niedokończonych budowli – spuścizny po projekcie „Skopje 2014“, mającym całkowicie zredefiniować wygląd stolicy Macedonii;
- Tylko gdzieniegdzie wyzierających starych budynków dawnego Skopje, z reguły w nienajlepszym stanie;
- I ogólnego bałaganu oraz niedokończonych rzeczy, nad którymi nie będę się rozpisywał.
Skopje nie jest piękne. Zastanawiam się za to, czy jest brzydkie. Jest z pewnością niespójne i może po prostu – szczere.