
„Mieć miejsce do życia to nie to samo co mieć dom“
O Domu w ciszy Nikoli Madžirova
SPIS TREŚCI:
- „So Madžirov nema da zgrešiš“
- Niezbudowany dom
- Nevdomenosta
- Ścieżka twórców
- Klaustrofobia współczesności
- Pęknięcie w murze
- Madžirova czyta się powoli – o Madžirovie pisze się powoli
- Podróż z krzesła
- Zza grubego szkła
- Bycie Bałkańcem pośród świata wysokich kultur
- Cisza oporu
- Łowca zwierzyną
- Madžirov jak Bierezin?
- Dialogi i polskie tropy
- Na koniec: lekka polemika z posłowiem
„So Madžirov nema da zgrešiš“
Pierwszą decyzją, którą podjąłem, zabierając się za przygotowanie tego tekstu, był wybór okładki posta. Intuicyjnie padło na bagaż przed drzwiami – ostatnie zdjęcie tuż przed opuszczeniem mojego mieszkania w Warszawie. Gotowy do wyjścia, w kurtce, czułem w powietrzu ciężar „opuszczania“, którego nie można zamrozić w kadrze.
Opuszczanie domu, nomadyzm, szeroko pojęte poczucie niezadomowienia, należą właśnie do wyróżniających się motywów zawartych w esejach ze zbioru Dom w ciszy Nikoli Madžirova.
Dom jest budowlą osobistej pamięci i miejscem, które się opuszcza, gdy w mętnej przestrzeni pojawia się uczucie opuszczenia. A opuszczenie jest stanem braku wspomnień oraz przebywania w ogromnej przestrzeni, która nawet nie przedłuża cienia i echa naszego głosu.
I pamiętam, drugiego czy trzeciego dnia pobytu w Skopje, gdy chwyciłem spontanicznie tę niegrubą książkę z półki współczesnych macedońskich autorów, pani w księgarni, uśmiechnąwszy się, powiedziała: „So Madžirov nema da zgrešiš“ – co znaczyło, że wybierając Madžirova nie popełniam błędu.
Niezbudowany dom
Zastanawiałem się też nad tytułem. Przewijałem w głowie dźwięczące frazy, niczym starą kasetę. Snuł się nastrój: opuszczania, odchodzenia, nieobecności, niepewności, uchodźctwa, migracji, ucieczki, nomadyzmu, podróży, przemieszczania się, tymczasowości. Czułem też nieustanne dotykanie pojęć jak przynależność i dziedzictwo – niczym palpacyjnego badania ich obecności, kształtu i sprawdzania, czy bolą.
Niezwykle ważnym słowem u Madžirova jest „dom“. Warto się przy nim zatrzymać, by uniknąć nieporozumień. Jeśli chodzi o dom jednorodzinny, to w macedońskim używa się powszechnie słowa „kuḱa“ (czyt.: kukja), a w przypadku większych obiektów słowa „zgrada“. Natomiast znaczenie „domu“, choć pokrywa też formalnie budynki mieszkalne – dokładnie jak w polskim – ma więcej z aury miejsca do życia, ogniska domowego, rodziny. Najlepiej posłużyć się sformułowaniami samego Madžirova:
Dom jest konstrukcją psychiczną – lękiem przed nieprzynależnością; wiarą w powroty, które odwlekają śmierć; ogniskiem bezpieczeństwa.
(…)
…nikt inny nie jest w stanie w nim zamieszkać. Dom jest pamięcią, której nie sposób przejąć.
Dom zdaje się być centralnym punktem tej twórczości, a jednocześnie obiektem nigdy nieukojonej tęsknoty.
Nie zbudowałem domu i dlatego nie mam czego opuszczać…
Nevdomenosta
Wspomnianą tęsknotę odkrywamy też w słowie „nevdomenostа“. Z pojęciem tym miałem pewien problem i – wertując dostępne w języku polskim wyrazy – finalnie zdecydowałem się go przetłumaczyć jako, istniejące w naszym języku, „niezadomowienie“.
Czułem jednak pokusę przekalkowania z macedońskiego, w formie „niewdomowienie“, zachowując większy ciężar tego pojęcia i ruch niejako w głąb. W macedońskim występuje jeszcze kolejny niuans, którego język polski po prostu nie potrafi – rozróżnić pomiędzy zwyczajnym pojęciem „nevdomenost“, a tym konkretnym, przeżywanym stanem „nevdomenosta“. Tutaj mamy do czynienia z tym drugim – o posmaku bardziej egzystencjalnym.
Tak pojęte niezadomowienie zdaje się ciążyć na autorze niczym fatum, wraz z organiczną potrzebą zadomowienia, nawet jeśli domem ma stać się – paradoksalnie – stan opuszczenia domu.
Kiedy opuścimy dom, nie odwróciwszy się za siebie, wówczas to opuszczenie staje się naszym nowym domem…
Ścieżka twórców
Wspomniane fatum stanowi również kondycję pisarza jako takiego, gdyż „przez energię swoich twórczych niepokojów, skazany jest na trwanie w stanie niezadomowienia”.
To cicha ścieżka, którą podążają twórcy: zdradzić przynależność w chwili, gdy poczują, że zaczynają przynależeć.
Klaustrofobia współczesności
Brak stałości i osadzenia przeziera też w bardziej globalnych aspektach – we współczesnych, cywilizacyjnych przemianach społecznych.
Zmieniamy miejsca, migrujemy, szukamy.
Dziś największym wyzwaniem jest umrzeć tam, gdzie się urodziliśmy.
Jednak nawet współczesny „zmodyfikowany nomadyzm“ jest jakby fałszywy, sprowadzając się jedynie „do statystycznej zamiany gotowych ‘ready-made’ przestrzeni”.
Podobnie jak fałszywe zdaje się być życie w internecie, w którym „ludzie opowiadają jedynie o tej części życia, która nie ma fotograficznego świadectwa, i zdejmują maskę, by ukazać swoją nieautentyczną twarz“. Ot, paradoks.
Światu udziela się samotność, widoczna „w migotliwych restauracjach miejskich alej“ – gdzie bywa, że w pojedynkę spożywamy posiłki – jak też nastrój ogólnej niepewności i braku poczucia zaufania:
Klaustrofobia stała się wiodącą filozofią współczesnego życia – mieszkania z małymi balkonami i niskimi sufitami dla lepszego konserwowania niepewności.
(…)
Widzimy, jak zanikają granice polityczne, a narasta poczucie klaustrofobii w osobistej przestrzeni politycznego i międzyludzkiego zaufania.
Pęknięcie w murze
Jak powinien postąpić poeta w takiej sytuacji?
Poeta w takich okolicznościach powinien być żywym nasieniem w otwartej ranie świata.
Rolą poety jest też bycie „nieufnym świadkiem“ rzeczywistości, natomiast „zabicie wątpliwości poety jest bez wątpienia zabójstwem poezji”.
Jakakolwiek literatura pozbawiona wątpliwości jest wątpliwa.
A czym jest poezja?
Poezja jawi się jako pęknięcie w murze pewności.
Madžirova czyta się powoli – o Madžirovie pisze się powoli
Dom w ciszy czytałem bodajże trzy dni. Tak naprawdę było to zdecydowanie zbyt szybko, pomimo niewielkiej objętości – zaledwie około stu dwudziestu stron, wliczając wieńczący książkę komentarz krytyczny. Później tłumaczyłem na polski spory zbiór cytatów z tej książki, co zajęło mi „bite“ dwa tygodnie i stanowiło duże wyzwanie translatorskie. Ten tekst piszę natomiast już drugi dzień. Myślę, że domknę go w trzech.
Wszystkie etapy bolały. Dosłownie bolały. I nie jest to przenośnią czy hiperbolą. Najbardziej bolało tłumaczenie. Gdy udało się ogarnąć dziesięć cytatów w ciągu dnia, było dobrze. Czasem przez kilka godzin nie mogłem znaleźć dobrego rozwiązania dla pojedynczego fragmentu. Innym razem, przetłumaczywszy zaledwie kilka, czułem się „zmięty“, jakby po całym dniu „gaszenia pożarów“ w spedycji. Na każdym etapie mózg upatrywał „wyzwolenia“ w zastrzykach dopaminy, biernie chłoniętych treści, dostępnych zawsze na wyciągnięcie ręki.
Madžirov jest ciężki, Madžirov jest gęsty. Motywy się zazębiają. Jego nie powinno się czytać szybko, gdyż mimo formy esejów, odbiór przypomina nieco poezję. Wszak, jak przyznaje sam autor, eseje stanowią dla niego nowoczesną formę poezji.
Jedno ciekawe stwierdzenie, kilka interesujących zdań i trzeba zwolnić, zatrzymać się, wrócić… Poczuć nastrój, zbadać myśl, rytm słów. Ale tutaj też, w przeciwieństwie do typowej poezji, szczególnie trzeba analizować logikę i strukturę wypowiedzi od strony filozoficznej. Bo Madžirov stara się budować świat logicznych struktur. Nie daje się ponosić refleksjom w formie przypadkowego strumienia świadomości.
Madžirov też, mimo gęstości semantycznej, nie ucieka w sztuczne figury, w jakikolwiek nadmiar. Właściwie jego język z reguły jest dosyć prosty i potoczny. Czuć jakby był to język „mówiony“ – co generalnie świetnie odpowiada charakterystyce macedońskiego. Jednocześnie jednak, autor potrafi wyrażać zniuansowane refleksje, nie uciekając w tę wspomnianą sztuczność nadmiernie wyszukanych form.
Wracając do bólu: Madžirova nie można czytać szybko, ale też o Madžirovie nie sposób szybko pisać.
Trudno też go przegadywać – jego myśli są na tyle nasycone, że bywa ciężko do poszczególnych refleksji dopinać dodatkowe komentarze.
Podróż z krzesła
Cofając się z powyższego meta-wątku, przejdę do poruszającego motywu „hałasu bałkańskiego dziedzictwa“ – wojen, migracji, niestałości granic, ideologii i zmiennych narracji o przeszłości.
Na Bałkanach czekają cię niekończące się podróże – przez ideologie, królestwa i nowe granice – gdy siedzisz tylko na swoim krześle, starszym od wszystkich drzew na podwórzu.
A jednak, mimo przemieniającego się krajobrazu ideologii i przesuwanych granic, na innym poziomie nic się nie zmienia – tak jak to krzesło, służące kolejnym pokoleniom.
Madžirov, „potomek uciekinierów czasów bałkańskich wojen“, pisze o problemie pamięci historycznej na Bałkanach i jak wpływa ona na teraźniejszość:
Wytworzył się obraz, że na Bałkanach – bez pamięci – nie mamy żadnej przyszłości. Taka przyszłość przetwarza się jednak w historyczny problem, jeszcze zanim stanie się teraźniejszością.
Pisze też, jak historia staje się narzędziem politycznym i jak używa się jej w celu podgrzewania temperatury emocji w społeczeństwie:
W panicznym strachu przed zniknięciem wiele narodów i tymczasowych przywódców na Bałkanach powróciło do historii, która zaproponowała im ogień, wokół którego będą snuć przerażające opowieści.
O traumach ucieczek:
Dla mieszkańców Bałkanów ucieczka jest bardziej związana z odmierzaniem czasu niż z nieobecnością w przestrzeni.
I o geograficznej skali:
Żyję w małym mieście na styku trzech granic – macedońskiej, bułgarskiej i greckiej – a przekroczenie granicy jest dla mnie jak przejście przez ulicę, gdy przestaje działać sygnalizacja świetlna.
Nie powiedziałbym, że Strumica jest małym miastem, w macedońskich realiach. Tak czy siak, jest coś w tym, że Bałkany mimo podziałów, jawią się czasem na mapie jako obszar poprzecinany granicami nienaturalnie ostrymi, w zderzeniu z poczuciem kulturowego przenikania się przestrzeni.
Zza grubego szkła
Madžirov dochodzi też do poruszających konstatacji dotyczących samego języka, w którym pisze:
Nie ma bardziej gorzkiej prawdy o literaturze niż ta, że tworzysz z pozycji zagrożonego gatunku – zza grubego szkła, kulturowego lub językowego rezerwatu – z tym zwodniczym poczuciem pewności.
(…)
Odziedziczyłem język – macedoński – któremu z reguły odmawia się uznania na Bałkanach, być może dlatego, że jest ich częścią i częścią ich historii, a wojny toczą się tu o ‘lepszą przeszłość’.
Bycie Bałkańcem pośród świata wysokich kultur
Później odkryłem, że Bałkan to góry i oba te pojęcia powiązałem z wysokością – choć później przekonywano mnie, że bycie Bałkańcem pośród świata wysokich kultur jest czymś niskim.
„Bałkańska blizna“. Lepiej wybrzmiewa otoczona ciszą.
Cisza oporu
Madžirova można zresztą nazwać „piewcą ciszy“. Tak określało się chociażby Arvo Pärta, na gruncie muzycznym – wspominanego kilkukrotnie przez Madžirova.
Poezja jest grzmiącą ciszą w świecie owładniętym grzmiącym hałasem.
Dla Madžirova cisza jest językiem oporu i zdaje się być jedyną sensowną możliwością, wobec jałowości i bezproduktywności krzyku, w warunkach współczesnego świata.
Wśród dzisiejszej wrzawy trudno zachować własny głos, bo znacznie bardziej niebezpieczne i bezsensowne jest krzyczeć, gdy nikt nie słucha, niż szeptać wtedy, gdy wszyscy milkną.
(…)
Ten, kto mówi ciszą pośród hałasu świata, tworzy nowy język oporu
Łowca zwierzyną
W oddzielnym poście przełożyłem na język polski osiemdziesiąt sześć cytatów z tej książki oraz przyporządkowałem wyłaniające się z nich motywy:
Wyboru cytatów dokonałem bazując na intuicji i impresjach pierwszego kontaktu z tekstem. Podobnie z motywami – zapisywałem te tematy i rejestry zgodnie z tym, co spontanicznie mi się narzucało.
Jest to pewnego rodzaju eksperyment, a nie „objektywna analityka“, do której można by dążyć, analizując powtarzalność słów i ich konfiguracji w całym tekście. To zadanie dla AI.
Pracę, którą wykonałem, można traktować jako pomoc w nawigacji, ale również jako subiektywną mapę pól semantycznych oraz rezonansów, wydobytych w procesie indywidualnego kontaktu z tą twórczością – gdzieś w ramach tego wąskiego obszaru napięcia, który Madžirov nazywa wolnością.
Bei Dao pisze, że wolność nie jest niczym innym jak dystansem między łowcą a zdobyczą. Kiedy piszę, ty jesteś zarazem cichym łowcą i piękną zwierzyną, a poezja – tym przerażająco bliskim dystansem, który nazywamy wolnością.
Madžirov jak Bierezin?
Jedną z pierwszych, uderzających mnie impresji, gdy zacząłem czytać, było odczucie pewnego pokrewieństwa tych esejów z Jackiem Bierezinem. Myślę, że zdecydowała o tym łącząca te twórczości atmosfera braku osadzenia w świecie oraz wysoka wrażliwość na fikcje ludzkich masek i ideologii. Jednak, co trzeba uczciwie zaznaczyć, stan ten u obydwu twórców nie ma wspólnego podłoża – chyba, że założylibyśmy bliski typ wrażliwości i na nim opierali owo stwierdzenie – wszak twórczości te nie kształtowały się pod ciężarem podobnego dziedzictwa i doświadczeń.
Drugi powód tego skojarzenia ma swoje źródło w niewymuszonej, naturalnej, i jakby oralnej estetyce, obecnej zarówno w esejach Madžirova, jak i w twórczości Bierezina. Odczuwałem ją zawsze jako wyraz szczerości.
Dialogi i polskie tropy
Madžirov w swoich esejach lubi prowadzić dialogi z innymi twórcami. Często cytuje, wspominając najrozmaitsze nazwiska. Dialogi te polegają raczej jednak na szukaniu wspólnoty głosów, a nie polemiki.
Ciekaw jestem jakby wyglądał właśnie dialog Madžirova z Bierezinem.
W tekstach natomiast często pojawiają się cytaty Adama Zagajewskiego, którego Madžirov nazywa swoim przyjacielem, wymieniając go również wśród innych nazwisk w ramach podziękowań.
Jako ciekawostkę wtrącę, że Adam Zagajewski zaliczany jest, wraz z Jackiem Bierezinem, do tego samego, tak zwanego Pokolenia ‘68 – grupy poetów polskiej Nowej Fali, ukształtowanych wspólnymi wydarzeniami i doświadczeniami. Może i tutaj można przeciągnąć hipotetyczną nić powiązań…
Wracając do nazwisk polskich poetów cytowanych w Domu w ciszy, to na Zagajewskim się nie kończy. Jako że lubię ciekawostki, zabawiłem się w małą statystykę. Wklejam poniżej tabelę, ukazującą siłę naszej polskiej reprezentacji „w poezji“, występującą w książce Madžirova:
| Lp. | Tytuł wiersza | Dział | Wystąpienia w tekście | ||||
| Miłosz | Zagajewski | Szymborska | Herbert | Różewicz | |||
| 1 | Дом – простор што се напушта | Бездомни | 1 | ||||
| 2 | Градовите на раѓањата и сеќавањата | Бездомни | 1 | ||||
| 3 | Археолози на незакопаното | Бездомни | 1 | ||||
| 4 | Сомнежот на оној што пишува, тајната на оној што кажува | Бездомни | 2 | 1 | 1 | ||
| 5 | Безбедните граници на меѓупростор | Бездомни | 1 | ||||
| 6 | Преместен камен | Бездомни | 1 | ||||
| 7 | Напуштањето на враќањето | Бездомни | 1 | ||||
| 8 | Крвта и поезијата на неприпаѓањето | Бездомни | 1 | 2 | |||
| 9 | Војна на тишината – поезија на лузните | Бездомни | 1 | ||||
| 10 | Номади на стравот | Бездомни | 1 | 1 | 2 | ||
| 11 | Сложувалка на заборавот | Севремени | 1 | ||||
| 12 | Благородност за тишината | 1 | |||||
Zatem, Zagajewski wystąpił, wliczając podziękowania, sześć razy, Szymborska pięć razy, Miłosz oraz Herbert po cztery, a Różewicz tylko raz. Wszyscy razem zdobyli okrągłe dwadzieścia wystąpień.
Wydaje mi się, że mamy tu silniejszą reprezentację niż inni.
Na koniec: lekka polemika z posłowiem
Kończąc ten tekst, chciałem wspomnieć o pewnym towarzyszącym mi napięciu, podczas czytania posłowia – komentarza krytycznego do Domu w ciszy.
Zgadzam się z autorem posłowia, że nie da się Madžirova czytać szybko i że jest „gęsty“. Tu nasze impresje się pokrywają. Zgadzam się też ze stwierdzeniem, że autor esejów krąży i wraca do tych samych tematów. Miałbym jednak wątpliwości, co do sugestii, jakoby Madžirov celowo szyfrował myśli i zacierał ich klarowność.
Jego metafory bywają nieprzejrzyste, ale właśnie dlatego pchają głębiej w istotę refleksji. Jakby stopniowo doprecyzowywał niuanse myśli. Madžirov jest trudny, ale logiczny.
Co do krążenia wokół tematów, przyznam, że z początku byłem sceptyczny wobec tej formy. Później jednak dostrzegłem, że te powracające motywy, czasem niemal identyczne sformułowania i zdania, mają jakby coś wspólnego ze stoickim sposobem pisania, w którym powraca się do głównych wątków, utrwalając w ten sposób osnowę struktury wewnętrznego świata.
Autor posłowia określa eseje Madžirova mianem nieprzeniknionych i porównuje do muzyki, redukując w moim odczuciu ich istotę do zewnętrznych walorów estetycznych. Moim zdaniem natomiast Madžirov daleki jest od komponowania z słów i zdań fraz muzycznych.
Jeśli szukać pozaeseistycznych i pozapoetyckich konotacji, to w moim odczuciu więcej odnajdziemy ich w filozofii. Zresztą, nie po to Madžirov prowadzi tyle dialogów z innymi autorami, nieustannie kogoś cytując, żeby eseje jedynie „brzmiały“ – raczej żeby realnie konfrontować i poszerzać sensy wypowiedzi. Zatem, osobiście, warstwę intelektualną oceniłbym na wiodącą w jego esejach.
I tutaj urywa mi się dalsza myśl.
Powracam do tytułowego cytatu – „Mieć miejsce do życia to nie to samo co mieć dom“ – i do mojej walizki. To był intuicyjny wybór – wtedy jeszcze bez planu na zakończenie. Po prostu smak Madžirova, przepuszczonego przez percepcję własnego życia.
Tłumaczenia cytatów zawartych w tekście: Adam Czerski