Żal powrotu

Zastanawiałem się, czy przypisać ten wpis do kategorii drogi, czy migawek. Wybrałem to pierwsze. Mój trzymiesięczny pobyt zbliżył się do końca, ale nie będzie to ostatni punkt na mojej „drodze ku Macedonii“.

Dziwny jest ten żal – w mieście, w którym się nie „wdomowiłem“ (kalkując z macedońskiego). A jednak, mentalnie, łapczywie chwytam tę monotonną przestrzeń „nieogarnięcia“ – pełną śmieci, betonu i szarości. I jakąś atmosferę życia, która wydaje mi się tu bardziej intensywna. Choć nie zawsze jest to życie lekkie.

Nie zdecydowałem się zostać w Skopje na siłę, mimo uchylonych drzwi do ewentualnej i niepewnej ścieżki w branży importowej. Nie chciałbym tu utknąć i uczynić tego miasta swoim więzieniem – nie tylko pod względem ekonomicznym (kalkulator nie kłamie), lecz także dlatego, że ta kariera prawdopodobnie nie przybliżyłaby mnie do finalnego osadzenia się w jakimś „mniejszym“ macedońskim miejscu. To w Skopje koncentruje się bowiem silnie macedońska gospodarka.

Dla mnie osobiście „prawdziwa Macedonia“ – ta którą kocham najbardziej – znajduje się we wsiach i miasteczkach. I jeśli przeprowadzka miałaby się ziścić, to warto podejść do takiego celu z pozycji rozsądku, a nie impulsu. Na tę chwilę w Delčevo mógłbym zostać kelnerem u znajomego gazdy (za tę możliwość jestem wdzięczny). Wiem z rozmów, że młodym tutaj, bez doświadczenia, czasem i o taką pracę wcale nie jest łatwo.

Gdy pomyślę o mojej pięknej i czystej Warszawie, i o lesie, który mam tam na wyciągnięcie ręki – tak bardzo mi potrzebnym – odczuwam tęsknotę… za Macedonią. Może dlatego, że to tutaj zostawiam swoje nadzieje.

Trzęsienie ziemi

Moje pierwsze w życiu. Niewielkie: podawali od 4,5 do 4,9 w skali Richtera. Czas: 10 lutego 2025. Epicentrum: Šar Planina – masyw widoczny ze Skopje, znajdujący się w okolicy Tetova, na granicy z Kosovem.

Uczucie zaskakujące, gdy będąc na 7. piętrze, czujesz, jak budynek zaczyna się sprężyście kołysać… Raptem kilka sekund.

Nie powiem, że się nie przestraszyłem. Słyszałem jednocześnie sąsiada, ciągnącego za ścianą rozmowę z niezaburzoną płynnością. Zastanawiałem się, czy w ogóle zauważył co się stało. Ja impulsywnie założyłem buty i wyszedłem na dwór.

Następnego dnia myślałem sobie, że miałbym ochotę jeszcze raz sprawdzić to uczucie, ale świat już nie chciał się zakołysać…

Prawo jazdy bez egzaminu

Mignęło mi na Facebooku i byłem pewien, że to żart, jakiś międzyetniczny. Nawet słysząc to w rozmowie ze znajomymi, chyba w Berovie, wciąż myślałem, że chodzi jedynie o jakieś viralowe memy. Otóż nie – na Bałkanach sporo rzeczy jest możliwych.

Bodajże w okolicach przełomu stycznia i lutego Romowie protestowali w kilku miejscach w kraju, palili opony. Domagali się praw jazdy bez odbywania kursów, bez zdawania egzaminów. Wszystko przez nowe przepisy umożliwiające konfiskatę pojazdów za jazdę bez uprawnień.

Ponadto, równolegle, wdrożony został w Skopje i innych większych miastach rozbudowany system kontroli ruchu drogowego Безбеден град (Safe city). Z tego, co słyszałem, zaczęły się sypać kary.

Wycieczka na wschód

Wreszcie, na początku lutego wypożyczyłem na kilka dni samochód, aby odwiedzić przyjaciół – głównie w Delčevo, ale też w Berovie, Strumicy i Prilepie. I nagle zderzenie z inną rzeczywistością: bez żadnej przesady, z łatwością policzyłem, że już pierwszego popołudnia w dniu przyjazdu udało mi się przeprowadzić więcej konwersacji niż przez całe dwa ostatnie miesiące w Skopje! Taka jest różnica między dużym miastem, a bardziej „ludzką“ przestrzenią.

W takich okolicznościach mój macedoński nabrał wyraźnej płynności, by po powrocie do Skopje ponownie ulec regresowi.

Dumete malešeski, czyli znów o dialektach

I muszę przyznać, że tym razem z nieco większą świadomością lingwistyczną zmierzyłem się z kwestią dialektów.

Kiedy tak naprawdę można stwierdzić, że „umie się macedoński“? Przeważnie myślimy wówczas o literackim standardzie, skodyfikowanym już po II wojnie światowej lub o popularnym skopskim rejestrze. Jednak, gdy „lokalsi“ mówią między sobą, to kompletnie nie można ich zrozumieć. Inne akcenty, inne słowa, „dziwne“, względem standardowego języka, konstrukcje!

W Delčevo rozumiem czasem tylko siedemdziesiąt procent takiej lokalnej mowy. W podobnym stopniu zresztą rozumiałem bułgarskiego pogranicznika, jadąc do Blageovgradu z przyjaciółmi. Macedończycy pochodzący z zachodu mówią, że wschodnie dialekty są bliższe bułgarskiemu kontinuum językowemu (co jest logiczne), ale Delčevčani zaprzeczali jakoby nauka bułgarskiego miałaby mi bezpośrednio pomóc w rozumieniu ich dialektu… Być może to stanowisko jest prawdą, a może jedynie kwestią tożsamościową. Na Bałkanach trudno się połapać.

Jedna z pań w lokalnej bibliotece w ogóle zarzekała się, że bułgarski, w przeciwieństwie do macedońskiego, to nie jest język słowiański! (Ot, ciekawostka). Inna pani pyta się na to: „A jaki?“. Na co ta pierwsza odpowiada z lekkim grymasem niepewności: „Aa, może tatarski?“. Na Bałkanach krąży mnóstwo dziwnych teorii. Nie zaskakuje więc, gdy ktoś nazywa Bułgarów Tatarami.

Wracając do dialektów: mówią, że berovski, a właściwie malešeski, jest jeszcze trudniejszy. Mówią to i Delčevčani, mówią i Berovčani. Gdyby nie to, że przełączają się na rejestr bardziej standardowy, rozmawiając z ludźmi z zewnątrz, to nic by nie można było zrozumieć.

Zacząłem trochę obserwować strony Dumete malešeski i Berovski bisere na Facebooku, w dużej mierze składające się z różnych lokalnych żartów. Zdarza się czasem, w skrajnych przypadkach, że rozumiem zaledwie trzydzieści procent. Po długim procesowaniu może trochę więcej. Jednak, nawet gdy rozszyfruję już bez cienia wątpliwości wszystkie słowa, chwytając się desperacko dostępnych narzędzi, to czasem wciąż nie łapię sensu. Konstrukcje bywają dziwne.

Poruszając się z Delčevo w stronę Prilepu, zatrzymałem się na chwilę na granicy administracyjnej Štipu i Negotino. Jeden pan przywołał mnie gestem ręki, wołając przy tym: „Co tam będziesz sam stał, bracie!“ Po kilku dniach w Delčevo wydawało się, że nabrałem większej biegłości i pewności w mówieniu. A w tym momencie, w tej sytuacji: wszystko na marne, jak krew w piach! Płynność i pewność uciekły – zarówno w rozumieniu, jak i w mówieniu… Za chwilę, po zjeździe z gór, zatrzymałem się na stacji benzynowej i kilka razy prosiłem, żeby powtarzali, jakoś inaczej wymawiane przez nich, oczywiste słowa…

Lokalność i odczucie przestrzeni

To powyższe łączy się też z poczuciem lokalnych wspólnotowości. Dostrzegam je nie tylko w dialektach, ale też w tych żartobliwych droczeniach się pomiędzy mieszkańcami konkretnych wsi i miast danych regionów, które można napotkać czasem na lokalnych grupach w Internecie. Myślę, że to nie tylko forma folkloru i humoru, ale i element budujący lokalną tożsamość. I chociaż współczesna cywilizacja coraz bardziej rozmywa to poczucie, to tam jeszcze w pewnym stopniu zdaje się być obecne.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że mój stosunek do Macedonii też stał się właśnie taki – silnie nacechowany lokalnie. (Trudno to może zrozumieć komuś zanurzonemu jedynie w środkowoeuropejskiej rzeczywistości, gdzie przestrzeń tożsamościowo-lingwistyczna została ukształtowana przez historię jakby w bardziej klarowny sposób). To znaczy, zdałem sobie sprawę, że moja mentalna mapa wskazuje przede wszystkim związek ze wspomnianymi już wschodnimi rejonami Macedonii i że to poczucie dosyć płynnie się rozmywa w miarę oddalania od jego epicentrum. I tak, zacząłem się zastanawiać, czy bułgarski Blagoevgrad nie jest mi przypadkiem faktycznie bliższy niż taki, na przykład, macedoński Ohrid. Czy wycieczki tam nie mógłbym porównać trochę do wycieczki gdzieś na przykład do Czarnogóry – w której mam szansę się czuć nieco jak w jakiejś „bliskiej zagranicy“. Niby wciąż Bałkany, sporo wspólnego, a jednak już nie „dom“. (To nawet ciekawe, że automatycznie przyszło mi do głowy to słowo: „dom“).

I noszę też w sobie jakieś wyobrażenie macedońskiej kultury jako czegoś bliższego ziemi. A może i konkretnego kawałka ziemi.

Zastanawiam się też nad teorią bycia „miłośnikiem Bałkanów“ – czy naprawdę w jednym sercu można zmieścić miłość do tak olbrzymiej i gęstej kulturowo przestrzeni? Podczas gdy w moim sercu trudno jest mi znaleźć przestrzeń, mogącą objąć tę malutką Macedonię – kraj o powierzchni mniejszej niż województwo mazowieckie.

Wrażliwe kwestie tożsamości

Dyskusje w Internecie bywają dziwne. Odpowiadając na jakiś post, napotkany w Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego, wkleiłem cytat Madžirova, mówiący o tym, że nie ma małych i dużych języków i że są tylko języki, którymi posługuje się więcej lub mniej ludzi – nie odbiera się języka ludziom, lecz można odebrać ludzi językowi. Cytat uniwersalny i neutralny. Odpowiedział mi jakiś Bułgar: „А Misirkov podpisał się (…) że jest bułgarskim Macedończykiem“. Ја mu na to, że zrozumiałem odnośnie Misirkova, ale nie zrozumiałem związku z cytatem Madžirova. Odpowiedział: „Poczytaj Misirkova”.

Widocznie jednak Misirkov czuł macedońską tożsamość, skoro nie podpisał się jako Bułgar, lecz bułgarski Macedończyk…

Kontakty międzygraniczne są zupełnie ludzkie, a życie toczy się normalnie i praktycznie. Macedończycy też czasem ubiegają się o bułgarskie paszporty, gdyż to UE. Tym bardziej nie rozumiem tego napadania i nacjonalizmu, widocznych w Internecie i mediach. Osobiście nie spotykałem się z czymś takim ze strony Macedończyków wobec Bułgarów lub przynajmniej nie w takim stopniu. Raczej na odwrót. I odczuwam tu asymetrię.

Pamiętam, jak już za pierwszym razem, przejeżdżając tranzytem przez Bułgarię, wysłuchałem „wykładu“ na ten temat od jednego z pracowników stacji benzynowej – że Macedończycy to Bułgarzy, że mówią tym samym językiem i że to Serbia im zabrała Macedonię. Zresztą nieraz czytałem bułgarskie wpisy, określające Macedończyków „serbofilami“…

Osobiście nie spotkałem się do tej pory z głosami wspierającymi bułgarski punkt widzenia wśród moich macedońskich znajomych. Wydaje mi się, na podstawie dotychczasowych obserwacji, że powszechne jest jednak poczucie odrębności. Z drugiej strony spotkałem też bardzo oczytanego Macedończyka, podchodzącego z pewnym krytycyzmem do oficjalnej macedońskiej historii. Tłumaczył ją, wprowadzając w takie zawiłości, że nie byłbym w stanie ich rozplątać w swojej głowie…

A Bułgaria to tylko jeden z sąsiadujących krajów. Jest i Grecja, jest Albania. Chyba z Serbią jest najnormalniej w tym momencie. Tak mi się wydaje. Serbowie uznają u siebie macedońską mniejszość, z czym, na przykład, problem mają Grecy i Bułgarzy. Albańczycy też co prawda ją uznają, ale i tak są napięcia.

Galeria

Moja „pożegnalna“ galeria będzie spora. Głupio to może zabrzmi i jakoś tanio, ale nie jestem w stanie patrzeć się na te zdjęcia oczami, dokonując selekcji – w tym momencie raczej tylko sercem. Dlatego każda eliminacja byłaby zbyt bolesna.

Trudno w to uwierzyć, że 40-kilometrowa droga R1104 ze Skopje do Kumanova biegnie nieprzerwanie pomiędzy śmieciami. Życie.

Tutaj, wstawiając powyższe zdjęcie, przypomniała mi się sytuacja z zeszłego roku ze wsi Vitolište w Mariovie. W połowie wsi droga jest zniszczona. Dosłownie, do jednej części wsi można dojechać jedynie z Prilepu, a żeby się dostać do drugiej trzeba podążać z Kavadarci. Kręciłem się po okolicy, szukając ewentualnej możliwości przedostania się na drugą stronę. Niespodziewanie pojawił się podejrzliwy policjant. Dokładnie sprawdził dokumenty, wypytywał o różne szczegóły. W międzyczasie, dopiwszy wodę i chcąc wyrzucić pustą butelkę, zapytałem go o śmietnik. A policjant na to, machnąwszy ręką od niechcenia w przypadkowym kierunku: „A wywal tutaj!“ Powiedziałem, że w takim razie wezmę ją ze sobą. Dopiero wtedy wskazał mi śmietnik, znajdujący się 10-15 metrów od nas, tuż za ogrodzeniem posterunku.

Delčevo wieczorową porą
Delčevo wieczorową porą 2
Delčevo w szary dzień
Bałagan w Delčevo w szary dzień
Znowu Delčevo w szary dzień
Гужва w Delčevo
Gdzieś między Delčevo a Pehčevo
Gdzieś między Delčevo a Pehčevo 2
Tribute to Škoda Fabia IV (wspaniale się prowadziła – nie zdawałem sobie sprawy, że tanie auta są już tak dobre)
Zjeżdżając drogą R1302 w stronę Strumicy
Kafe-klub Časovnik (czyli Zegar), Blagoevgrad, Bułgaria
Okolice Kočani
Widok z drogi R1103 – okolice Negotino
Okolice wsi Pletvar, na drodze do Prilepu
Okolice wsi Pletvar, na drodze do Prilepu 2
Zjeżdżając do Prilepu, w oddali po lewej wyłania się miasto
Urządzenie do wyrabiania świec cerkiewnych metodą tradycyjną (przeciąganie / maczanie knota)
Zwykły dzień w Kisela Voda
Zwykłe podwórko i zwykłe śmieci w Kisela Voda, obok „mojego“ kafič
Widok na Vodno od strony Aerodrom
W drodze do Ramstore
Zwykła ulica
Moja klatka
W drodze do Ramstore 2
Zwykła ulica, chyba w Debar Maalo
Mieszkanie, które przez trzy miesiące było moim domem
Mieszkanie, które przez trzy miesiące było moim domem 2

*Zdjęcie tytułowe przedstawia drogę R1204 z Kumanova do Sveti Nikole.

Przewijanie do góry