Dlaczego Duplo dno jest wyzwaniem

Goran Stefanovski jest uznawany za najwybitniejszego macedońskiego dramaturga po Vojdanie Černodrinskim. Ze względu na mnogość informacji w internecie pominę zatem biografię oraz ogólną charakterystykę jego twórczości. Nie będę wyliczał też kluczowych dzieł. Przejdę do sedna. A raczej do dna – podwójnego. I do każdego kolejnego dna. Duplo dno to właśnie „podwójne dno“, a sztukę tę uważam osobiście za jeden z najznakomitszych współczesnych dramatów w ogóle – za dzieło „ostateczne“. I spróbuję wyjaśnić dlaczego.

Nie sądziłem, że ten esej okaże się takim wyzwaniem. Przyznam, że jest to już moja druga próba podejścia do tematu. Sztuka ta od razu mnie przyciągnęła, zwłaszcza wskutek pewnego pokrewieństwa z głębią refleksji Witkacego (Nienasycenie, Pożegnanie jesieni). Zatem, mimo dużej gęstości semantycznej, przewodnia myśl dramatu zdawała mi się całkiem klarowna.

Niestety, to uczucie zrozumienia zaczęło się rozmywać, gdy zamiast patrzeć z pewnego dystansu, niczym na dzieło malarskie, zacząłem podchodzić, by z bliska analizować każde pociągnięcie pędzla. A opisanie i wyjaśnienie działania tej sztuki zachęca właśnie do pewnego uporządkowania, a zatem i do analitycznej dekonstrukcji.

Ten tekst nie będzie najprostszy, bo Duplo dno nie komunikuje się klasyczną fabułą i narracją przyczynowo-skutkową. Działa za to w dużej mierze w oparciu o logikę sprzeczności, rezonansów i napięć na różnych poziomach. To, co poniżej, nie będzie streszczeniem ani interpretacją w jednym kluczu, lecz próbą pokazania, w jaki sposób ta sztuka „myśli“.

Plan jest następujący: najpierw pokażę konstrukcję dramatu, wraz z logiką powtórzeń i klamer spinających akty, następnie przejdę do postaci (Jakov, Božo, Kristina, Paraskeva, Nove), a na końcu spróbuję domknąć całość – wyjaśniając dlaczego nazywam ten dramat „ostatecznym“ oraz wracając do Witkacego.

Budowa: pisklę wykluwa się do większego jaja

Porównuję budowę dramatu do 3-aktowej matrioszki. Każdy kolejny akt to jakby budzenie się w kolejnej warstwie. Dobrze to oddaje jedna z kwestii Jakova:

Jajo jest za małe dla pisklęcia. Dziób już puka w skorupkę. Pisklę wykluje się do większego jaja.

Ta metafora jest głęboko symboliczna, odnosząc się też zresztą do samego życia i istoty sztuki: do przebijania się przez kolejne warstwy interpretacji i definicji naszej rzeczywistości, posiadającej zawsze kolejne ograniczenie.

Akcja pierwszego aktu, zatytułowanego sztuka, rozgrywa się w 1999 roku, w podziemnym, betonowym schronie, po bliżej nieokreślonym kataklizmie.

Drugi akt – obłęd – odbywa się na początku 1911 roku, w bogatym salonie Boža. Jest spięty klamrą z aktem pierwszym: zaczyna się sceną, w której Božo doczytuje maszynopis autorstwa Jakova, pod tytułem „Duplo dno – teatralna pasja w jednym akcie“.

Trzeci akt – rewolucja – jest spięty analogiczną klamrą, gdy Božo doczytuje „Duplo dno – teatralną pasję w dwóch aktach“ i odbywa się również w luksusowym salonie Boža, lecz tym razem w 1983 roku.

W kodzie (końcowej partii metateatralnej) dowiadujemy się dopiero, że przedstawienie to „Duplo dno – pasja w trzech aktach“.

Innymi słowy, posługując się analogią z jajkiem i pisklęciem – akt pierwszy dramatu „wykluwa się“ do aktu drugiego, akt drugi do trzeciego. Akt trzeci„ wykluwa się“ do przestrzeni metateatralnej, która spaja całość.

Istotne jest, że względem czasu powstania sztuki, pierwszy akt przedstawia bliską przyszłość, drugi przeszłość, a trzeci teraźniejszość. W pierwszym akcie Jakov mówi do Boža:

W każdym waszym słowie, w każdym waszym ruchu, niczym w szklanej kuli, widać waszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Nawiązuje tym bezpośrednio do każdego z aktów dramatu. W kodzie natomiast głosem Jakova przemawia już jakby sam twórca sztuki:

Czasy przyszłości, przeszłości i teraźniejszości, spajają się w czas teatralny.

W trzecim akcie Jakov wspomina zresztą, że sztuka przechodzi w rzeczywistość, dodając, że nasza cywilizacja dwadzieścia pięć wieków stara się rozplątać węzły zawiązane przez Platona i Arystotelesa.

Dlatego też, w przebiegu każdego z aktów, niczym w muzyce, przewijają się analogiczne frazy, budując rytm i harmonię strukturalną oraz symbolicznie splatając „przyszłość, przeszłość i teraźniejszość“ w rzeczywistość teatralną. Frazami takimi są na przykład:

  • kwestie Jakova, próbującego wstrząsnąć Božem, otworzyć mu oczy lub go „oskarżyć“ o ograniczenie ducha,
  • interakcje Jakova z Paraskevą, demaskujące jej skrywaną pustkę i niedostatek indywidualizmu,
  • pojawianie się Nove – literata jedynie w teorii, a czystego funkcjonariusza w duchu,
  • wreszcie, kluczowe i poruszające fragmenty rozbudzania Kristiny przez Jakova – rozbudzania kolejno ze snu, z depresji – rozbudzania wreszcie, drzemiącej w niej energii, do finalnego odnalezienia siebie, w toku nieskrępowanego aktu performatywnego.

Ten rytm analogicznych fraz, spajających poza czasem akcję wszystkich aktów, podkreśla uniwersalizm refleksji obecnych w dialogach. Natomiast zewnętrznie, trójdzielność struktury pasji, sama w sobie też stanowi głęboką refleksję – ciągłego przebijania się przez kolejne warstwy sensów i natrafiania wciąż na kolejną, analogiczną barierę do przebicia – być moźe bez ostatecznej możliwości wyjścia.

Jedną z kluczowych klamer spinających całość i powtarzającym się leitmotivem, jest też przysięga składana przez Jakova, stylizowana na przysięgę rewolucjonistów powstania ilindeńskiego, podczas której używano motywów takich jak krzyż, rewolwer i sztylet:

Przysięgam na wiarę, sumienie i honor, że z całych swoich sił będę pracował na rzecz oswobodzenia ducha i że nigdy nie sprzeniewierzę się sprawie rewolucji, a w przeciwnym razie, niech zostanę ubity tym oto rewolwerem lub tym oto sztyletem, który całuję. Każde dno jest podwójnym dnem.

Wariacjami, w poszczególnych aktach sztuki, są słowa wiodące do powyższej przysięgi. Słowa te świadczą o rosnących wątpliwościach, która z postaw bohaterów jest tak naprawdę „prawdziwa“. Można to dostrzec, gdy w drugim akcie Jakov zarzeka się, że wszystko jest jak w jego dramacie, na co Božo odpowiada, że nic nie jest jak w dramacie Jakova, a wszystko jest tak jak w jego, czyli Boža, rzeczywistości. W wieńczącej kodzie sam Jakov przyznaje już:

Nic nie jest jak w moim dramacie, a nie wiem jaka jest moja rzeczywistość.

Warto też zwrócić uwagę na cytowane wcześniej, nieoczywiste sformułowanie „teatralna pasja“, podkreślające doświadczenie cierpienia i proces przejścia – choć w tym wypadku jednak, pozbawione chrześcijańskiej obietnicy zbawienia.

Postacie

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że wszystkie postacie są związane w jakimś stopniu ze sztuką i nie jest to przypadkowe – mamy artystę, literatów, balerinę i Paraskewę, która jedynie „żyje sztuką“. Pasja ta bowiem stawia pytanie o prawdziwą istotę artyzmu, ale jednocześnie o indywidualny stosunek do życia. Sztuka stanowi laboratorium życia i, ukazując określone podejście każdego z bohaterów do sztuki, autor ukazuje również, szerzej, ich postawę wobec życia. Božo zadaje zresztą pytanie, jakby w przebłysku meta-świadomości:

Czy i to nie jest częścią tej sztuki? Czy te dialogi, które prowadzimy, też nie są gdzieś napisane?

Podkreśla to tylko symboliczny proces zrastania się teatru z rzeczywistością.

W niektórych imionach w Duplo dno można doszukać się pewnego rezonansu kulturowego. Nie wiem na ile dobór ten był zamierzony, ale zachowuje cechy spójności z treścią dramatu. Imię Božo (Božidar – dar od Boga), mogłoby tu nawiązywać do zarządcy porządku. W Biblii Jakub zostaje nazwany Izraelem, czyli „tym, który zmaga się z Bogiem“. Kristina mogłaby się kojarzyć z czystością, ofiarą i potencjałem zbawienia. Natomiast ewentualne konotacje Paraskevy oraz Novego są dla mnie mniej oczywiste. Ewentualnie mogłyby dysponować pewnym potencjałem ironicznym i kontrapunktowym.

Jakov

To postać kluczowa. Najpierw tylko artysta, ale jak przyznaje – artysta „totalny“. W drugim akcie artysta-obłąkany, a w ostatnim już – artysta-obłąkany-rewolucjonista. Rewolucjonista również „totalny“. Jakov jest siłą napędową tej sztuki – mówi do siebie:

(…) wciąż zmuszasz ludzi, żeby byli żywi, a im jest tak bardzo wygodnie, gdy są martwi.

Jest postacią, która wchodzi w rzeczywistość, żeby nią wstrząsnąć. Jest postacią, która widzi więcej – że pod każdym dnem naszych myśli, motywów i działań, kryje się kolejne dno.

To buntownik – „Ja i przepisy nie traktujemy się poważnie“ – przyznaje. Nove wyjawia w trzecim akcie о Jakovie:

(…) samowolnie robił studentom wykłady między zajęciami, przychodził na wydział w masce gazowej, prowadził strajk głodowy z powodu brudnych klozetów, przerywał zebrania studentów wnioskami będącymi nie na miejscu, ekstrawagancko się ubierał, przed szpitalem porodowym krzyczał na ciężarne, żeby odmawiały rodzenia dzieci – na takim świecie. Zimą chodził boso po ulicach, był egomaniakiem, łatwo zawiązywał przyjaźnie i niszczył je równie łatwo, a na budynkach wypisywał hasła – ‘Każde dno to podwójne dno’.

To wieńczące hasło osobiście uważam za przenośnię głębokiej, wyzwalającej z jednej strony, ale i samozapętlającej się refleksyjności.

Jakov studiował historię sztuki, psychologię, politologię i aktorstwo, a w odpowiedzi na pytanie Boža co ukończył, zadaje pytanie retoryczne:

Co można ukończyć, oprócz życia?

Świadczy to o tym, że życie i poznawanie stanowią dla niego nieustanny proces. I jest to też proces refleksji oraz podważania wszystkiego, w tym samego siebie. Jak przyznaje:

(…) nie jestem kwiatem do wąchania. Umiem efektywnie i argumentatywnie napadać też sam siebie.

Jakov jest szczery i świadomy. Na pytanie czy się poci, odpowiada bez wahania „tak“, a na zarzut, że jest wzbudzony, podczas gdy na podstawie przepisów prawa przysługują mu leki uspokajające, odpowiada:

Nie biorę ich. Chcę wiedzieć jak bardzo jestem niespokojny.

Co do jego przemiany w ciągu dramatu, na początku, jeszcze jedynie jako „artysta“, zwraca się do Boža – będącego w pierwszym akcie ministrem kultury:

Doszedłem, żebyśmy koordynowali akcje; żeby zapytać o radę, jak mogę być korzystny, jak mogę być artystą w tych mętnych czasach.

Božo gasi ten zapał.

W drugim akcie, jako artysta-obłąkany, Jakov jest przedstawiony jako osoba, której refleksja przerosła narzuconą społecznie rzeczywistość. Za pomocą swojej sztuki, czyli „Duplo dno – teatralnej pasji w jednym akcie“, pokazuje co myśli o rodzinie Božo, Paraskevy i Kristiny, a szerzej, o tej strukturze z której się wycofał. Tłumaczy to w dialogu z Kristiną:

JAKOV: Zajmowałem się istotą rzeczy i istota rzeczy mnie sparzyła. Jestem zmyślony. Wszyscy jesteśmy zmyśleni.
KRISTINA: Jak jesteśmy zmyśleni, skoro istniejemy?
JAKOV: Jesteśmy zmyśleni, żeby istnieć.
KRISTINA: Kto nas zmyślił?
JAKOV: Wielki dramaturg. Niektórzy go nazywają Bogiem. Jesteśmy bohaterami w jego sztukach. Jest surowy, Nie kocha ludzi. Pisze słabe dramaty.
KRISTINA: Które role gramy my?
JAKOV: Ja odrzuciłem swoją rolę. Opuściłem to przedstawienie. Skręciłem kark wielkiemu dramaturgowi. Dlaczego mam być tylko jego echem, tylko jego cieniem. Dlaczego sam mam myśleć tym co on zmyśli? Połączyłem się z moim podwójnym dnem. I to jest ta cena?
KRISTINA: A ja, jak mam opuścić tę sztukę?
JAKOV: Przestań odgrywać rolę do której cię zmuszają, żebyś ją odgrywała, i odgrywaj tę, której pragniesz. Świat jest przykryty śniegiem. Rozbierz się do goła i zrób w śniegu dziurę ciepłem swojego ciała.

Powyższe mogłoby sugerować, że nasze istnienie wyłania się z ról, które zostały nam przeznaczone, a przez które jesteśmy jednocześnie zniewoleni. Jest to pewien paradoks. Przy okazji, jest to kolejny fragment zrównujący życie do teatru.

Interesujący jest też fragment w którym Jakov wspomina o tym jak spacerował z Konstantinem Miladinovem w Moskwie, jak znał Bakunina, jak Walt Whitman czytał mu wiersze pornograficzne w Bruklinie i jak pił z Arthurem Rimbaud absynt w Etiopii. Na argument, że jest to niemożliwe w związku z rachubą czasu, odpowiada:

Jaką rolę grają lata? Jestem zmyślony.

W ostatnim akcie, Jakov, jako rewolucjonista „totalny“, uzbrojony, szukający sprawczości, staje się jednocześnie oskarżycielem Boža, za jego nic nie wnoszącą twórczość, w tym też niewnoszącą niczego aktualnego i na czasie. Książek Boža, jak się okazuje, nikt z obecnych nie doczytał. Twórczości tej jednak nie sposób kwestionować, ze względu na pozycję społeczną jego osoby. Jakov mówi:

Byłem na pewnym waszym czytaniu literackim. Czciliście tysiącletnią twórczość. Zadałem pytania. Przegonili mnie.

W innym fragmencie zarzuca:

Przyzwyczajeni jesteście do języka, który nic nie mówi i do ludzi którzy mówią wszystko, a uciekają przed powiedzeniem czegokolwiek.

Cofając się do pierwszego aktu, zarzuca też:

(…) kolory dzielicie tylko na czarny i biały, a ludzi tylko na przyjaciół i nieprzyjaciół.

Znamienny jest również fragment tłumaczący przemianę Jakova w trzecim akcie:

Na początku byłem tylko artystą, nie mieszałem się, potępiałem was z daleka, myślałem, że to wystarczająco. Potem wpadłem w depresję i obłąkanie. Teraz przedsięwziąłem radykalne kroki. Wystarczająco interpretowałem, zaczynam zmieniać. Wystarczająco tliłem się w rewolucyjnym kryzysie, teraz przejmuję władzę. Przeskakuję z królestwa potrzeby do królestwa wolności.

Tak naprawdę, biorąc pod uwagę mechanikę tej sztuki i jej myśl nadrzędną, owa przemiana bohatera może być traktowana, nie jako tradycyjny liniowy rozwój w czasie (zwłaszcza, że chronologia aktów by temu przeczyła), ale jako spajanie się wewnętrznych warstw osobowości, które w istocie stanowią jedność – artysta-obłąkany-rewolucjonista. A wraz z tymi warstwami spajają się również, jak już wspomniałem, czas przeszły, przyszły i teraźniejszy – w jeden czas – teatralny.

Božo

Božo jest literatem i postacią wysoko postawioną społecznie, obrotną i działającą w zgodzie z systemem. Ceni dyscyplinę. Jest typem twardo stąpającym po ziemi. Umie się dostosować do okoliczności, tak aby osiągać swoje cele. Buntowanie się wobec rzeczywistości, zamiast działania w jej ramach, uważa za słabość i działanie jałowe.

W pierwszym akcie Božo jest ministrem kultury, a w drugim już „producentem mydła, narodowym literatem, kulturalnym symbolem miasta“, a ponadto „wiceprezydentem gminy, sekretarzem stowarzyszenia przyjaźni francusko-słowiańskiej, honorowym członkiem stowarzyszenia filatelistów“. W trzecim akcie Božo jest jednocześnie „prozaistą, dramaturgiem, historykiem literatury, lingwistą, krytykiem, teoretykiem, wydawcą, funkcjonariuszem, recenzentem“, ale jak podsumowuje Jakov, Božo stoi na progu „funkcjonalnej niepiśmienności“ – „Piśmienna niepiśmienność. Najpoważniejszy rodzaj niepiśmienności“ – dodaje.

Božo oskarża Jakova o zepsucie, mówi, że jest on opętany seksem i dalej:

Siejesz truciznę, łamiesz prawo, szerzysz kontrowersje, niszczysz mir i porządek, demoralizujesz nas, obrażasz nasze najgłębsze uczucia patriotyczne.

W dalszym fragmencie zaznacza: „Jestem szanującym i lojalnym obywatelem tej ziemi“, co odbija Jakov: „Przepada świat od szanujących i lojalnych obywateli. Wy czcząco i lojalnie byście żyli w królestwie rządzonym przez stugłowe monstrum“.

Natomiast gdy Jakov pomaga Kristinie wyzwolić się z pętających ją więzów społecznych, Božo zadaje pytanie:

To jest to twoje przedstawienie rewolucyjne? Piekielny koktajl ze sztuki, anarchii i młodzieńczego obłąkania. Apokaliptyczna wizja cyklicznego czasu, atomowych schronów w przyszłości i psychiatryków w przeszłości. To jest modniejszy flirt! Dywersja w owczej skórze. Gdzie jest humanistyczne zaangażowanie? Dla artysty nie ma większego ideału, większej misji niż służenie narodowi.

Przy okazji, jest to też kolejny z przykładów, niosący w treści subtelne spoiwo, łączące czas i akty dramatu w jedność.

Charakterystyczną filozofię Boža możemy zaobserwować w kwestii:

To co jest chore, niech od razu umrze, zamiast go leczyć, doleczać zastrzykami, żeby głowa mu wyrosła, ciało żeby wyschło, plus trauma od dzieciństwa, wypisz, wymaluj, artysta, a potem nie wiesz co z nim począć.

O tym jak twardo stąpa po ziemi świadczy fragment z pierwszego aktu (który ma miejsce w betonowym schronie):

W tych okolicznościach wolność jest możliwa jedynie w więzieniu. Dialektyczne przeciwieństwo. A tyś się gdzieś nauczył, że artyści burzą więzienia, więc, dalej, i ty zburzysz? Co?

W innym fragmencie zwraca się też do Jakova:

Wszyscy zagubieni, delikatni i naiwni romantycy mówią jak ty. Za buntowniczymi frazami kryją swoje niedostosowanie do świata w którym żyją. Świat jest zrobiony z blachy, świat to brzytwa, system żyletek. Beze mnie potniesz się w nim w ciągu trzech sekund.

A po chwili oskarża go:

Ty istniejesz tylko jako moje przeciwieństwo. Nie masz swojego prawdziwego życia. Jesteś moją płatną opozycją.

To mocny fragment, ukazujący, że nic nie może istnieć w próżni – a bunt, aby zaistniał, też musi mieć punkt odniesienia, przeciw któremu może się obracać.

Interesujący jest też fragment, w którym Božo prosi Jakova, aby ten spojrzał też na drugą stronę medalu:

Myślisz, te ważne funkcje i obowiązki nie są dla mnie ciężarem? Myślisz, przyjemnie mi być ciągniętym na wszystkie strony. Zapytaj jaką cenę ja płacę. Potępiasz mnie, że nie jestem ‘czystym’ literatem. Który jest jednocześnie w centrum ideologicznych i politycznych wirów. Który każdego dnia, o każdej godzinie, musi podejmować ważne decyzje, których wymaga historia – chociaż ich nie wyczekuje i ich nie wybacza. Wiesz jakie to ciśnienie? A na kogoś musi to spaść, ktoś musi wziąć to na plecy. Dlaczego nie zaproponujesz współpracy? Dlaczego nie pomożesz w tej bitwie? To jest i twoja bitwa.

Kristina

Kristina jest córką Božo i Paraskevy. To postać przechodząca wyraźną, płynną ewolucję w ciągu dramatu. Jakov stwierdza pod koniec, że tylko ona się wyzwoli.

Kristina jest baleriną, ma depresję. W pierwszym akcie, będąc na wysokich dawkach środków uspokajających, tkwi mocno w swoim wewnętrznym świecie. Potrafi jednak wykazać się ironią, w odpowiedzi na sugestię Boža w pierwszym akcie, by Jakov się przystosował. Kristina komentuje wówczas, nawiązując wprost do okoliczności:

Wyhaftujemy gobelin, Jakove. Motyw stugramowego karalucha na szarej powierzchni.

Potem płacze.

Kiedy zaczyna zapraszać obecnych na werandę, opowiadać o fontannie, jeziorze, potem o górach śniegu, strumieniach z pstrągami – podczas gdy akcja odbywa się w betonowym schronie – Jakov komentuje:

Śni lepsze jutro. Ma znakomite halucynacje, jest przykładna, zdyscyplinowana, regularnie zażywa lekarstwa. Nauczyliście ją, żeby była niesamodzielna. Karty kredytowe, twarda waluta, góry zimą, morze latem. Po co ma otwierać oczy, gdy został tylko piasek dla strusi.

W innym fragmencie Jakov przekonuje Kristinę: „Trzeba, żebyś poczuła swobodę. Stale o niej zapominamy i zawsze obwiniamy za to kogoś innego“, po czym następuje poruszający dialog, który przytoczę w całości:

JAKOV: Mamo! Mama Kristina!
KRISTINA: Kto to?
JAKOV: Twoja córka.
KRISTINA: Nie mam córki.
JAKOV: Więc czyja jestem?
KRISTINA: Czego chcesz?
JAKOV: Zgubiłam się. Zabłądziłam i zgubiłam się. Zapomniałam jak się nazywam. Jak się nazywam, mamo? Gdy byłam dzieckiem uczyli mnie jak się nazywam i gdzie mieszkam, żebym wiedziała co powiem, gdy się zgubię. A właśnie teraz zapomniałam. Jacyś ludzie pytają się mnie jak się nazywam. Co im mam powiedzieć? Szybko. Pójdą sobie.
KRISTINA: Nazywasz się Kristina.
JAKOV: A ty? Jak się nazywasz ty? Pytają się o twoje imię. Chcą wiedzieć gdzie mają mnie odprowadzić. Jak się nazywasz mamo? Ci ludzie się spieszą, niecierpliwią się, jak się nazywała moja mama, boże?
KRISTINA: Kristina.
JAKOV: A gdzie mieszkamy? Gdzie mnie mają odprowadzić, co im powiem, gdzie mieszkamy?
KRISTINA: Przy rzece.
JAKOV: Jaka rzeka mamo, ludzie twierdzą, że nie ma żadnej rzeki, teraz już nie ma rzek, myślą, że sobie z nich robię żarty, co mam im powiedzieć, gdzie mieszkamy?
KRISTINA: Nie wiem.
JAKOV: Dlaczego nie wiesz, rozejrzyj się i powiedz mi. Szybko, szybko.
KRISTINA: Tutaj! Tutaj żyjemy!
JAKOV: Gdzie?
KRISTINA: Powiedz im by cię przyprowadzili tutaj!
JAKOV: Gdzie jest tutaj? To jest podziemny schron.
KRISTINA: Nieeee!
JAKOV: Tak. I nie ma wyjścia, nie ma rzeki, no ale ja jestem, jestem w domu, jestem uratowana, oto ja.

Po tym Kristina otwiera oczy. W dalszym przebiegu:

KRISTINA: Już nie będzie baletu, już niczego nie będzie.
JAKOV: Cicho. Mamy kontrolę. Wstań i idź.
KRISTINA: Nie mam równowagi.
JAKOV: Idź, żebyś jej nabrała.

Te interakcje między Jakovem a Kristiną uważam za najbardziej poruszające. To są interakcje między żywiołem uśpionym, a zapalającą go iskrą; między stanem zagubienia a drogowskazem.

Uzupełniają też bardzo nasze postrzeganie Jakova, który, będąc nieprzystosowany i niepraktyczny, paradoksalnie, ma w sobie witalność i sprawczość pewnego rodzaju, najbardziej potrzebną w tej sytuacji. I te dwie strony jego natury są nierozerwalne. Kristina natomiast nie chce być „martwa“ i jest jedyną postacią z potencjałem stania się „ożywioną“.

Po kwestii Jakova, zwiastującej otwarcie się podwójnego dna na scenie, czym wieńczone są poszczególne akty, symbolizując proces przejścia, Kristina mówi:

Jakove, zabierz mnie z sobą.

Przełożę w całości dłuższy fragment z drugiego aktu, ukazujący rozdarcie Kristiny. Najpierw jej naturę jawną, publiczną, wpojoną przez otoczenie. Wyraża ją pouczając Jakova – lecz przy okazji atakując swoją matkę, Paraskewę. W drugiej części obserwujemy „piwnicę“ umysłu Kristiny – jej duplo dno:

KRISTINA: Uciekaj Jakove. Uważaj na siebie. Nie wiesz z kim masz do czynienia. I sprawią, że drugie dno w tobie zwariuje.
Ona mnie przymuszała, żebym tańczyła współczesne tańce, żebym była utalentowana, chciała utrzymywać salon dla poetów, samobójców, dziwaków różnej maści i żebym im podawała herbatę i rakiję. Chce być blisko sztuki, salonów, makijaży, perfum, pięknych ludzi, bukietów, rękawic, aplauzów, podarków, wizyt, podróży, Rzym, Londyn, Paryż. Więcej nie mogę.
Idź. Bądź normalny. Uratuj się. Nie możesz przeciw nim ani rozumem ani obłąkaniem. Ani prawdą ani udawaniem.
Uczesz się. Ubierz się. Nic nie jest w sercu, wszystko tkwi w wyglądzie twarzy. Przetwórz dziką bestię w posłuszny inwentarz.
Dlaczego wciąż się uzewnętrzniasz? Nie można wypisywać wszystkiego na czole. Wieczna potrzeba mówienia prawdy jest prymitywna. Nie jesteś analfabetą. Przez ten grzech Adam i Ewa zostali wyrzuceni z raju.
Wszystko zaprzepaszczasz. Łatwo ci być swobodnym niczym ptak – bądź swobodny jako człowiek.
Ty wiesz co trzeba, żeby być normalnym. Tak często łamiesz zasady, więc świetnie je znasz.
Czyń wbrew sobie. Jeśli ci się śpieszy, zwolnij; jeśli chcesz iść, usiądź; jeśli chce ci się żyć, umrzyj.
To jest bonton.
Jakov z wężami we włosach, w oczach duch święty, Jakov, który pije rosę i je dziki miód, zauroczył Kristinę, która mogła omamić każdego konsula, mówi po francusku i grecku niczym w ojczystych językach.
Kristina, która dzierga hafty i je ze srebra, a jej tata handluje wielbłądami w Afryce i Azji.
JAKOV: Co chcesz mi powiedzieć?
KRISTINA: Ja jestem normalna!
JAKOV: Co chcesz mi powiedzieć?
KRISTINA: Normalna jestem!
JAKOV: Patrz mi w oczy!
KRISTINA: Boję się, że zwariuję. Mi się trzęsą ręce, czerwienię się bez powodu, pocę się, mam zawroty, widzę podwójnie, jestem osłabiona, nie mogę wstać z łóżka, nie mogę zasnąć, wali mi serce, boję się śmierci, życia, ludzi, zwierząt, martwej przyrody, boję się strachu, duszę się, nie mogę złapać oddechu, oczy mi patrzą do wewnątrz, biegają mi na wszystkie strony, blokują mi się nogi, śledzą mnie, knują spisek przeciwko mnie, wszyscy się śmieją, moja głowa jest mała niczym pięść, moja głowa jest wielka niczym dynia, buczy mi w uszach, słyszę głosy, jest jeszcze ktoś drugi we mnie, zbiera mi się do krzyku, zbiera mi się na śmiech, zbiera mi się na milczenie, widzę obrazy, mózg mi się lepi do czaszki, codziennie wykonuję te same ruchy, całymi dniami w ogóle się nie ruszam, teraz jestem głową kapusty, nie ma mnie.

Momenty z Kristiną są intensywne i kulminacyjne. Są jak pompowanie balonu do granic możliwości, po czym nagłe wypuszczenie z niego powietrza. Stanowią też nośnik kluczowych dla sztuki sensów. Przytoczę zatem, w całości, ostatni już taki fragment, z końcówki trzeciego aktu. Jakov związuje Kristinę niczym mumię i mówi, że jeśli jest prawdziwą baleriną, to wówczas zatańczy w ten sposób – bez muzyki, bez reflektorów. Potem następuje monolog Jakova, który przytoczę później w podsumowaniu, oraz scena, w której Jakov prowadzi wszystkich po kolei przed wielkie lustro, aby spoglądali sobie długo w oczy:

JAKOV: To coś, straszne, co oglądamy w lustrze, patrząc na siebie, to podwójne dno. Jedynie Kristina zespoli się z nim. Tylko ona się wyzwoli.
Nie bój się. Nie skręcaj mu karku.
A teraz panie i panowie, młoda, obiecująca balerina Kristina, z małą pomocą, wykona recital pod tytułem: 'Kim jo jestem, czem jo jestem, com ja zrobiła i co jo mam zrobić’!
Dalej, kokonie. Znajdź sobie swoje prawdziwe miejsce. Szukaj!
Nie odważysz się tu zostać. Tu jest centrum. Niczym nie jesteś. Pozycja konserwatywna! To jest anarchia. Tu jesteś lewaczką. Nie może być! Tutaj ultra-lewaczką, żeby nie rzec, terrorystką. Tu jest prawa strona. Nie działa. Skrajna prawica, faszyzm. Uciekaj, uciekajmy. Jesteś nacjonalistką! Liberałką, a? Liderka. Ciągnij z powrotem, mroczna reakcjo!
KRISTINA: Gdzie będę?
JAKOV: Na właściwym miejscu!
KRISTINA: Gdzie jest prawdziwe miejsce???!!!!!
JAKOV: Nie powiem ci. Będę żył jeszcze tysiąc lat, dlatego nie zdradzę ci tej tajemnicy zbyt wcześnie. Szukaj sama. I jeśli przypadkiem je znajdziesz, okłamię cię, że to nie to, żeś go nie znalazła! Szukaj! Własnymi siłami, dzielnie…
konsekwencja, śmiałość,
frazesy, oportunizm,
socjalizm, komunizm,
kapitalizm, faszyzm,
dogmatyzm, technokratyzm,
degeneracja, mutacja,
Freud, Nietzsche, Hegel, Dostojewski,
Kafka, Shakespeare, pustka,
znów pustka, pustka,
potem ewentualnie Kristina!
ty!
ja?
KRISTINA:
… uczciwość, wytrzymałość,
dwulicowość, pasywność,
etatyzm, hegemonizm,
irredentyzm, nihilzm,
klerykalizm, nacjonalizm,
frustracja, karburacja,
afirmacja, negacja,
Chrystus, Einstein, Chaplin,
pusto, pusto, pusto, pusto,
Jakov!
Kto?
i ty!
ja?
JAKOV: Teraz zrozumiałaś? Rodzice całe życie trzymali cię związaną, nie buntowałaś się, myślałaś, że tak trzeba, myślałaś, że ci dobrze.

Paraskeva

Paraskeva, małżonka Boža i matka Kristiny, jest postacią kontrapunktową. Dowiedzieliśmy się już sporo o jej stosunku do życia i świata artystycznego, z cytowanego wcześniej monologu Kristiny. Z jej punktu widzenia Paraskeva chciała otaczać się artystami, być obecna w artystycznym światku, z pustych pobudek. Jej celem było brylowanie i tworzenie pożądanej aury swojej osoby, a nie realne zainteresowanie sztuką. A co mówi sama Paraskeva?

Żyłam dla sztuki! (…) Żyłam dla piękna. Dla muzyki. Dla teatru.

Problem jest taki, że powyższe stwierdzenie wyczerpuje właściwie, co Paraskeva ma do powiedzenia o poruszanych kwestiach:

JAKOV: (…) Dlaczego nic nie czytacie?
PARASKEVA: Nie mogę się skoncentrować. Od lekarstw.
(Chodzi o środki na uspokojenie – przyp. red.).
JAKOV Przestańcie je brać.
PARASKEVA: Wówczas nie będę spokojna. A co jest do czytania?
JAKOV: Tak. Już przeczytaliście dzieła męża.
PARASKEVA: Doszedłeś, żeby nas pouczać jak mamy żyć?

Brzmi to trochę niczym, tak zwana, obrona poprzez atak.

Gdy w trzecim akcie Jakov zadaje Paraskevie pytanie (przystawiając broń do głowy) – gdyby tylko ona została na świecie i przyszliby kosmici, to o jakim dziedzictwie i sztuce by im opowiedziała – ta odpowiada:

PARASKEVA: O czym tylko chcesz!
JAKOV: Poezja, recytacja, cokolwiek.
PARASKEVA: Nic nie znam.
JAKOV: Nie może być, całe życie wasz mąż was ciąga po kulturze. Wymyślcie coś. Musicie kojarzyć jakąś piosenkę. Której się uczyliście w szkole? Tę ‘Hau, hau, Szarko szczeka’.
(‘Шарко лае’ – znana piosenka dziecięca – przyp. red.).
Proszę pani, proszę odpowiedzieć na pytanie. Śpiewajcie! Śpiewajcie!
PARASKEVA: Hau, hau, Szarko szczeka!
JAKOV: I? Koniec? ‘Nie zna się na żartach’? Znacie tylko jeden wers? Niemożliwe.

Paraskeva nie dysponuje nawet poglądami, co widać, gdy w drugim akcie pyta się sama siebie:

Po czyjej stronie ja jestem?

Na co odpowiada Jakov: „Po żadnej. Nie wiecie co znaczy być po jakiejkolwiek stronie“.

Być może ta pusta potrzeba dowartościowywania się Paraskevy jest próbą kompensacji, wobec traum z dzieciństwa? Związując z tyłu rękawy Jakova – obłąkanego z drugiego aktu – i prowadząc długi monolog, wyznaje w jego trakcie:

A jak cię oduczę zabawy w wariata? Tak jak matka oduczyła mnie moczenia się w majtki. Dała mi łyżkę w rękę i wysłała do sąsiadów, żebym wzięła sól, nie wiem.

Poszłam, a nie wiedziałam, że umówiła się z nimi, co mają zrobić, gdy się pojawię. Zapukałam, otworzyli drzwi, zabrali mi łyżkę, zaczęli mnie nią walić po głowie i krzyczeć:

‘To ty jesteś tą co sika w gacie, ty jesteś tą co sika w gacie?’

Nove

To postać epizodyczna. Rówieśnik Jakova i jego znajomy jeszcze z czasów edukacji. Nove jest literatem, który w pierwszym akcie pełni funkcję specjalnego doradcy do spraw kultury.

Jak się dowiadujemy, Nove już pięć lat – w pierwszym akcie – oraz sześć lat – w drugim – bez rezultatów, kończy jedną epopeję. W trzecim akcie Nove pojawia się w paramilitarnym stroju, tłumacząc, że jest spadochroniarzem-amatorem, po czym Jakov pyta się go po raz kolejny, czy ukończył swoje dzieło. Dostaje standardową odpowiedź:

JAKOV: (…) Skończyłeś swoją epopeję?
NOVE: Pracuję.
JAKOV Całe życie pisze o ludzkości od czasów prehistorycznych do współczesności. ‘Iliada’ będzie mu służyła za prolog. Napisał 24 linijki. Lepiej nigdy nie kończ, zostaniesz wiecznie młody i dobrze się zapowiadający. Wcześniej zdobądź papiery, decyzje, nagrody. Po co pędzisz?
NOVE: Niczego nie kumam.

W innym fragmencie Jakov każe mu wyrecytować alfabet, lecz Nove wciąż się myli, po czym stwierdza:

Po co mam znać alfabet, skoro jestem pisarzem?

Za filozofię Novego przyjąłbym wypowiedziane przez niego hasło:

Dużo wiedzy – ból głowy.

Przytoczę też w całości fragment ukazujący głębiej charakter Novego:

JAKOV: Jeśli ci rozkażą, żebyś mnie zabił, zabijesz mnie?
NOVE: Tak.
JAKOV: Nie będzie cię dręczyło sumienie?
NOVE: Nie.
JAKOV: A co, zabiłeś już człowieka?
NOVE: Zabiłem i mnie nie dręczy.
JAKOV: Na rozkaz?
NOVE: Bez rozkazu nie mogę mrówki zdeptać.
JAKOV: A jeśli jutro rozkażą ci zabić dzieci? Wiesz dlaczego jestem zamknięty w psychiatryku?
NOVE: Nie.
JAKOV: Chcesz wiedzieć za co zamykają?
NOVE: Nie.
JAKOV: Nie pytasz się, czy naprawdę jestem wariatem, czy nie?
NOVE: Skoro jesteś w psychiatryku – jesteś wariatem.
JAKOV: Dlaczego choć trochę nie myślisz swoją głową?
NOVE: Po co?
JAKOV: Żebyś pojął co się dzieje wokół ciebie.
NOVE: Po co? Żeby i mnie zamknęli? Najlepiej, żeby cały świat był wielkim więzieniem. Żeby nie było tego co na zewnątrz i wewnątrz. I każdy żeby pilnował każdego. Tak będzie spokój. Niech zlikwidują wszystkie książki. Żeby została tylko jedna do czytania. Na przykład ‘Czerwony Kapturek’. Wystarczy. Wiadomo. Wilk to zło, Czerwony Kapturek – dobro. Gotowe.

Nove to nie tylko osoba, która myśli prostymi schematami tudzież unika myślenia w ogóle. Nove jest przykładem, że bezrefleksyjne przyjmowanie oficjalnie proklamowanej rzeczywistości, podążanie wytyczonymi przez system ścieżkami, przytakiwanie i schlebianie – w jego przypadku wobec Boža – może pomóc osiągnąć znaczącą pozycję społeczną, mimo realnego braku dorobku intelektualnego.

O czym jest Duplo dno i dlaczego nazwałem ten dramat „ostatecznym“

Duplo dno jest wielowarstwowe i najgłębsze jego warstwy wykraczają poza – czytane dosłownie – konflikt Jakova z Božem oraz „przebudzenie“ Kristiny. Wiele kwestii i refleksji, wynikających ze sztuki, zostało poruszonych już wcześniej. Skupię się tutaj więc na doprecyzowaniu, w jaki sposób to dzieło rezonuje ze mną. Przedstawione poniżej spojrzenie będzie zatem niezwykle subiektywne.

Moim zdaniem, dramat ten mówi przede wszystkim o przebudzeniu ducha, jako rozszerzającej się – czy wręcz samopogłębiającej się, po przekroczeniu pewnego progu – refleksyjności. Refleksyjności kwestionującej wszystko, włącznie z samą sobą.

Można też powiedzieć, że opowiada o procesie integracji wewnętrznej – dzięki której rośnie zdolność prześwietlania fałszu i pustych struktur konwencji.

Duplo dno bada naturę indywidualizmu „ja“ – czy jest fenomenem wyłaniającym się jednoznacznie z wnętrza jednostki, a jego istnienie nie jest uwarunkowane relacją z otoczeniem, które działa z natury ograniczająco? Czy zatem ów indywidualizm jest pierwotny w swojej istocie – czy przeciwnie – istnieje jedynie jako wypadkowa konstruktu zewnętrznej rzeczywistości?

Dramat ten jest laboratorium, mikro-światem, w którym badane są zależności i interakcje pomiędzy fundamentalnie odmiennymi optykami, przez które można widzieć świat. Ostatnie wybrzmiewające w nim słowa: „Nic nie jest jak w moim dramacie, a nie wiem jaka jest moja rzeczywistość“, pozbawiają złudzeń, co do szansy na ostateczne wnioski. A jednak, to właśnie te słowa stanowić mogą – paradoksalnie – wniosek ostateczny. Czy na takim zakwestionowaniu nie polega bowiem finalne wyzwolenie ducha? Czy właśnie ono nie jest jedyną realną możliwością w naszym, ludzkim życiu?

Dlaczego nazwałem Duplo dno „sztuką ostateczną“? Z powyższego powodu. Dramat ten ukazuje, czy też tworzy, taki mechanizm, poza którym nie można odkryć już głębszego dna. Wyczerpuje te możliwości. Każde kolejne dno jest podwójne – i jeśli tylko to zrozumiemy i poczujemy – nie sposób wyzwolić się z tej pętli.

A dlaczego Witkacy? Z tej samej przyczyny. On poznał ten mechanizm „samozapętlenia refleksyjnego“ i operował nim doskonale. Myślę, że łatwo można dostrzec to pokrewieństwo ducha – obecne po drugiej stronie fasad form i czasów.

A co na ten temat mówi sam Jakov? Być może temu, co zaraz przytoczę, bliżej jest jednak do Freuda, niż do Witkacego, a sztuka ta rezonuje ze mną zbyt głęboko – głębiej niż było zamierzone. Trudno powiedzieć. Jeśli miałoby się tak jednak zdarzyć, to świadczyłoby o niej tym lepiej.

JAKOV:
Duplo dno to piwnica w głowie. Tam chowamy wszystkie nasze plany – z którą kobietą weźmiemy ślub, jeśli nasza żona zginie w wypadku; w jaki sposób przeniesiemy na nasze nazwisko książeczkę oszczędnościową brata, gdyby nagle umarł. Tam są wszystkie nasze skrywane zdrady, wszystko co przemilczeliśmy, co celowo zapomnieliśmy. Tam staje się oczywiste kogo nienawidzimy. Tam ukrywamy każdy brak wiary w to, w co przysięgamy publicznie, że wierzymy oraz każdą naszą wiarę, której publicznie się wyrzekamy. Tam jest składnica próżności oraz pożądania, nasz mrok i porażka. Tam nie mamy makijaży, sztucznych szczęk, gorsetów. Tam jesteśmy brzydcy.

Pomiędzy tymi śmieciami i odpadkami w naszej głowie, w głębokim śnie, leżą zakute – nasza prawda i swoboda; nasza niewinność i godność. Takie dna mają i państwa i cywilizacje. Nikt ich nie czyści. Rosną. Naprężają dziewięć ciężkich bram – z dziewięcioma ryglami i dziewięcioma łańcuchami każda.

W podwójnym dnie szmuglujemy sami siebie i oglądamy naszą własną kontrabandę niczym celnicy, którzy o wszystkim wiedzą, ale którzy nie mogą uwierzyć, że ktoś jest na tyle bezwstydny, że przenosi sam siebie, w walizce, nielegalnie, przekraczając wszelkie dozwolone granice.

Wrota podwójnego dna wyważa się głową – psychozą artystyczną, psychozą schizoafektywną lub psychozą rewolucyjną. Głowa się rozbija i krwawi, niczym szampan podczas wodowania statku.

Historia świata to historia dziurawych den.

Pewnego dnia dno i podwójne dno spoją się ostatecznie. Wówczas nie będzie chorych psychicznie, artystów i terrorystów.

Nie mam absolutnej pewności, czy spojrzenia – moje i Jakova – uzupełniają się wzajemnie, kolidują ze sobą, czy też mogą po prostu współistnieć obok siebie. Myślę jednak, że natura obcowania ze sztuką bliższa jest odkrywaniu i chłonięciu niuansów bukietu wina, niż uzyskiwaniu falsyfikowalnych tez i kategorycznych odpowiedzi.

Wszystkie tłumaczenia cytowanych fragmentów są mojego autorstwa.

Didaskalia zostały pominięte, ponieważ esej koncentruje się głównie na warstwie dialogowej i jej znaczeniach, a nie na warstwie wizualnej.

Przewijanie do góry