
Macedońskie „narodni prikazni“ –
dlaczego wciąż żyją
(i dlaczego rezonują ze mną jak Pasolini)
Doświadczając tutaj pewnych niedogodności związanych z moim urazem, a jednocześnie poczucia osamotnienia, przypominam sobie o realiach życia na XIX-wiecznej macedońskiej wsi. Ludzie nie mieli wtedy prądu, bieżącej wody, służby zdrowia. Poruszali się pieszo od wsi do wsi, a wszystko musieli wykonywać ręcznie – ubrania, narzędzia, domy. Ciężko pracowali na roli i w domu, żeby przeżyć. Dużo dzieci się rodziło i dużo umierało, a większość mieszkańców była bardzo biedna.
Niemniej ludzie pomagali sobie nawzajem, mieli w sobie dużo mądrości, dystansu oraz poczucia humoru, a jedną z podstawowych rozrywek było wspólne siadanie wieczorami i opowiadanie historii, które ukazują nam również te ich wspomniane cechy.
Garść historii na temat prikazni
Opowiadania te znamy głównie z zapisków prilepczanina, z zawodu krawca, Marko Cepenkowa, ale też Kuzmana Šapkareva, Stefana Verkovikja i braci Miladinov, z których to starszy, Dimitar, osobiście zainspirował Cepenkova.
W pracy socjoetnograficznej na terenie Macedonii możemy znaleźć również znamienny polski wątek. Józef Obrębski prowadził badania w Poreču (okolice Makedonskiego Brodu i Prilepu) w latach 20. XX w., zajmując się między innymi mitami, wierzeniami z zakresu magii, czarów, wróżenia, a także innymi zwyczajami. Jest też autorem bardzo cennych zdjęć z badanych obszarów.
Wracając jednak do Cepenkova, zebrał on kilkaset prikazni (nie ma idealnego polskiego odpowiednika słowa „prikazna“; za najbezpieczniejszy uznaję „opowiadanie“), a także olbrzymią liczbę powiedzeń, pieśni, wróżb, wierzeń, klątw, błogosławieństw, zaklęć, snów i ich interpretacji, gier oraz danych lingwistycznych.
W niezależnych wpisach przetłumaczyłem cztery przykładowe utwory ze zbiorów Cepenkova, pod następującymi linkami:
Serial Makedonski narodni prikazni – jedna z moich pierwszych fascynacji
Wyjaśnijmy – słowo „narod“ w macedońskim nie wybrzmiewa tak podniośle, jak „naród“ w języku polskim. Zachowało bardziej pierwotne znaczenie i ma szersze zastosowanie. Jest używane nawet w codziennych sytuacjach, np. „mnogu narod“, „tolpa narod“, to po prostu tłum ludzi. Makedonski naroden teatar przetłumaczymy, jak w Polsce, Macedoński teatr narodowy, natomiast Makedonski narodni prikazni jako macedońskie opowiadania ludowe. Ja będę stosował macedoński tytuł.
Wersje filmowe prikazni to jedno z moich pierwszych „odkryć“, choć dla Macedończyka są tak oczywiste. Nie wiem do czego to porównać, ale dla Polaka to pewnie tak, jak gdyby ktoś odkrył Trylogię Sienkiewicza, czy komedie Barei. Choć macedońskie prikazni są jeszcze bardziej „oczywiste“, ze względu na swoją dłuższą obecność. Były kręcone już od 1984 roku, z przerwami, do teraz. Liczę tu tzw. „stary“ i „nowy“ serial Makedonski narodni prikazni (produkowany kolejno przez TV-Skopje, później Мacedońska radio-telewizja, telewizję А1 oraz telewizję Sitel), a także produkcję od Kanal 5, pod krótszą nazwą Makedonski prikazni oraz najnowsze Makedonski narodni prikazni od telewizji Alfa.
Są to krótkie formy – jeden odcinek, tworzący zamkniętą, niezależną całość, trwa od kilkunastu minut, z reguły od około dwudziestu, dwudziestukilku, do maksymalnie czterdziestu.
Zmieniali się reżyserzy, scenarzyści, aktorzy, producenci, ale duch pozostał.
Aktorzy
Pierwsi, na których kreacje zwróciłem uwagę, jak i charakterystyczny sposób ich gry aktorskiej, to z pewnością wybitny Goce Todorovski, Vančo Petruševski, Vlado Dojčinoski, no i oczywiście, najdłużej obecna w historii całej serii Šenka Kolozova.
Później dopiero, wraz z postępem mojego zrozumienia języka, doceniłem pierwszą serię i kultowe kreacje Gjorgji Kolozova (zmarły mąż wspomnianej Šenki), nazywanego „carem“, w nawiązaniu do swoich ról cara, oraz Lazara Barakova.
Wspomnę, że Gjorgji, Vlado i Šenka zajmowali się również częściowo scenariuszami i reżyserią. Jednakże jest to tylko maleńka kropla, z uwagi na ilość znakomitych aktorów i reżyserów, przewijających się przez te wszystkie lata. Przywołuję jedynie te nazwiska, gdyż szczególnie zapadły mi w pamięć.
Dlaczego prikazni ze mną rezonują
Można by rzec, przednowoczesna prostota, nienarzucający się humor, czasem lekki sentymentalizm. Jasny podział na dobro i zło – prikazni są nie tylko rozrywką, ale i drogowskazem jak postępować. Dają też nadzieję w biedzie, że dzięki dobroci i uczciwości, pomaganiu innym, można będzie odnaleźć jakiś zakopany skarb, uzyskać pomoc od Boga czy wróżki, podczas gdy niesprawiedliwi zostaną ukarani. Chciwość, egoizm bogatych, są wyśmiewane.
Prikazni potwierdzają znaczenie relacji, przyjaźni, wzajemnej pomocy i wartość uczciwej pracy. Opowieści te są również katalogiem ludzkich archetypów i postaw – w tym sensie porządkują świat.
Ważną też charakterystyką, którą można zaobserwować, jest pogodna akceptacja losu –pojęcia kryjącego się pod pięknym, często przewijającym się w prikaznach słowem „k’smet“ (kasmet).
Te historie są dla mnie niczym sięganie do naszych korzeni, do dawnych podań. Uruchamiają uśpione tęsknoty do czasów, gdy świat był prostszy, ale jednocześnie bardziej tajemniczy, a poczucie przynależności miało większą wartość.
Prikazni są śmieszne i inteligentne, historie bardzo wciągające – a ich prostota to kojący balsam na przytłoczenie bodźcami współczesnego świata.
A skąd ten Pasolini?
To zaskakujące zestawienie, ale właśnie tutaj sięgam do najgłębszej warstwy.
Pasolini nie tylko miał sentyment do kultur bardziej pierwotnych – do prostych chłopów, do lumpenproletariatu z przedmieść Rzymu – on uważał, że te kultury mają w sobie grację, która zanika wraz z rozwojem cywilizacji, a potem odnajduje się dopiero w kulturze wysokiej. Natomiast kulturę pierwotną oraz wysoką przeciwstawiał konsumpcjonistycznej burżuazji oraz temu, co stało się kulturą mas.
W kulturach chłopskich i lumpenproletariackich odnajdywał przede wszystkim szczerość i bezpośredniość oraz klarowność moralnych zasad, nawet jeśli nie zawsze w gładkim opakowaniu.
Jego zamiłowanie do naturszczyków też wynikało z ich szczerego i wymownego sposobu gry.
Pasolini umiał również przedstawiać ten bezpośredni, rubaszny, ludowy humor – nie zawsze elegancki, ale często inteligentny – jak i dystans do życia. Często bardzo subtelnie.
To wszystko powyższe odnajduję właśnie w macedońskich prikaznach. I mimo, że aktorzy są profesjonalni, to sposób ich gry jest właśnie powyższego typu, a ich pewne zmanierowanie, w tym przypadku jest bezpretensjonalne i podyktowane konwencją.
To nieoczywiste skojarzenie odzwierciedla moją pierwszą impresję towarzyszącą spotkaniu z prikaznami w wersji filmowej, wówczas z „nową serią“.
Nie przedłużając – gdyż analogicznie do stanowiska Franka Zappy, że mówienie o muzyce to jak tańczenie o architekturze, a pisząc o filmie popełniam przesunięcie podobnego typu – zachęcić mogę jedynie do osobistej konfrontacji z macedońskimi prikaznami.