Pewnego razu Sprawiedliwość została bez pracy, nie miała więc pieniędzy, by kupić sobie chleb, i trzy dni głodowała. Błąkała się, chodziła tu i tam, żeby znaleźć chleb, ale nie mogła i zawołała biedaczka:

– Ach, ja biedna, co zrobię, czy umrę z głodu, nie ma nikogo, kto mi pomoże?

Usłyszała ją Niesprawiedliwość i wyszła do niej:

– Co cię męczy, przyjaciółko, co tak wzdychasz? – zapytała się Niesprawiedliwość.

– Ach, droga siostrzyczko, jak nie wzdychać, gdy już trzy dni nie uszczknęłam ani kawałka chleba, tylko na wodzie żyję!

– Och, dlatego wzdychasz? Chodź ze mną, nakarmię cię wszystkim co najlepsze.

– Aa, dziękuję ci droga siostro, jeśli uczynisz mi to dobro, bardzo mi pomożesz. Nigdy ci tego nie zapomnę.

Ruszyła biedaczka, Sprawiedliwość, za Niesprawiedliwością, nakarmić duszę, by nie umrzeć z głodu. Szły, szły i weszła Niesprawiedliwość do jednej gospody, a Sprawiedliwość za nią i usiadły posilić się godziwą strawą.

Zawołała Niesprawiedliwość gospodarza i kazała donieść najróżniejsze potrawki i najlepsze pieczywa. Gdy zostało przyniesione, Niesprawiedliwość powiedziała Sprawiedliwości, żeby brała, jadła i żadnej troski nie miała, ponieważ ona za wszystko zapłaciła. Na wyjściu zawołała Niesprawiedliwość gospodarza, żeby przeliczył, ile kosztował posiłek. Policzył gospodarz dwieście groszy.

– Znakomicie – rzekła Niesprawiedliwość – dwieście groszy chcesz ode mnie, a ja od ciebie chcę sześćset groszy, które ci dałam wcześniej; zwróć mi tę resztę, jeszcze czterysta, żebyśmy się rozliczyli i sobie pójdziemy.

– Jakie grosze mi dałaś, człowiecze? Jak się nie wstydzisz tak mówić? – powiedział gospodarz.

Kiedy usłyszała te słowa, Sprawiedliwość stanęła i krok po kroku odeszła ukryć się za drzwiami, ze wstydu nad niesprawiedliwością, której się dopuszczała je przyjaciółka – Niesprawiedliwość.

Niesprawiedliwość i gospodarz się kłócili. Strzeż Boże, jak na całe gardło krzyczała Niesprawiedliwość. Każdy przechodzący wracał się przyjrzeć tej awanturze i każdy, słuchając, myślał, że Niesprawiedliwość ma rację, ponieważ bardzo krzyczała. Tak czy siak gospodarz wyjął czterysta groszy i dał Niesprawiedliwości. Wówczas krzyknął:

– Ach, sprawiedliwości, sprawiedliwości, gdzieś się podziała?

– Tutaj jestem drogi bracie, za drzwiami, ale co zrobię, gdym też jadła, więc splugawiona jestem jak Niesprawiedliwość! – odezwała się Sprawiedliwość.

Od tego czasu Sprawiedliwość i Niesprawiedliwość się rozeszły, i nie spotkają się po wsze czasy.

Tekst na podstawie macedońskiej ludowej opowieści zapisanej przez Marko Cepenkova, w wersji współczesnej. Przekład literacki z zachowaniem rytmu i prostoty oryginału.

Tłumaczenie: Adam Czerski

Przewijanie do góry